Wizyt
Dzisiaj: 426Wszyscy: 937609

Do adopcji

  • brylant.jpg

    Brylant

    Strach Brylanta ma wielkie oczy

    Może i tak, ale dla niego jest jedynym co zna. Brylancik błąkał się samotnie po ulicach miasta, a jego oczy robiły się coraz większe i większe ze strachu. Widział wiele rzeczy, których nie znał, nie rozumiał i które były straszne dla małego kociego dziecka. Ten strach w oczach został mu do dziś. Mimo to, że widzi równie dobrze jak sowa w nocy, to jest podopiecznym fundacji Ja Pacze Sercem. No cóż, można śmiało powiedzieć, że strach odbiera mu zdolność widzenia tego, co dobre i czyni go ślepym na radość. Z jednej strony na przykład bardzo go ciągnie do człowieka, z drugiej strasznie się tego obawia. Tak bardzo, że traci możliwość przekonania się, że człowiek potrafi być dobry. Powoli ośmiela się podejść, a nawet ostatnio poprzytulać, do siedzącego albo leżącego człowieka. Ale kiedy się chodzi – ucieka. Widać Brylancika coś kiedyś strasznie wystraszyło i teraz potrzebuje więcej czasu niż inne koty, by zaufać. Robi na szczęście postępy i boi się coraz mniej. Z innymi kotami dogaduje się wspaniale, poza jednym kocim rezydentem, którego obecność stresuje go tak bardzo, że mały czasami nie trafia ze swoimi potrzebami do kuwety. Brylant jest pod opieką behawiorysty, który zaleca mu spokojny dom bez kotów, w którym odzyska wewnętrzną równowagę i wtedy ten objaw jego strachu powinien minąć całkowicie.

    Brylant ma 6 miesięcy, jest już odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Poszukujemy dla niego domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, żeby malec nawet przypadkiem znowu nie znalazł się na ulicy.

    Pokaż Brylancikowi, że strach ma tylko wielkie oczy i nic złego już mu nie grozi – podaruj mu bezpieczny dom!

    500383928

     

  • cherubinek.jpeg

    Cherubinek

    Niedowidzący Cherubinek potrzebuje swojego anioła Do niedawna należał do gromadki, która dbała o dobry nastrój w dzień, a w nocy czuwała nad spokojnym snem swojej opiekunki – tak, jak to robią wierne koty. Aż pewnego razu starsza pani odeszła. Jej mruczący aniołowie stróże zostali sami. Zaopiekowała się nim wnuczka zmarłej, znalazła kochające domy dla wszystkich kotów, poza nim. To dlatego że Cherubinek miał chore oczy. Gdy prosiła o pomoc dla niego, dostawała tylko „dobre rady”, że powinna pozbyć się kłopotu i go uśpić, że nikt nie zechce przygarnąć takiego kota, że jej wysiłki są nikomu na nic niepotrzebne, żeby sobie darowała. Nie poddała się jednak i zgłosiła się do nas – fundacji Ja Pacze Sercem. Dzięki jej uporowi Cherubinek żyje. Gdy dotarł do nas był kompletnie załamany. Bo k koty też mają psychikę i też mogą być załamane. Przeżywają stratę. Czują, że są odrzucone. Jeśli stracą swojego człowieka i wszystko, co znały, są przerażone. Taki był Cherubinek, gdy do nas trafił – wycofany, wystraszony, skryty. Zachowywał się tak, jakby chciał, żeby go nie widzieć. Potrzebował kilku dni, żeby dać się pogłaskać. Kiedy tylko poczuł się bezpieczny, wtulił się w ramiona swojej tymczasowej opiekunki, jakby się bał, że ona też zniknie. Kilka dni zajęło mu, by się przekonać do innych kotów naszym domu tymczasowym. Na szczęście to jeszcze koci dzieciak, który ma dopiero 1,5 roku, więc młodość wzięła górę. Po kolejnych kilku dniach okazało się, że Cherubinek ma wesoły charakter i nic tylko by się bawił albo miział. Cherubin niedowidzi, ponieważ urodził się z małooczem w lewej gałce, a na drugie oko nachodziła trzecia powieka, która została operacyjnie skorygowana. Kociak radzi sobie doskonale. Właściwie, gdyby nie zmienione oczka, to nikt nie domyśliłby się, że niedowidzi. Jest zdrowy, wykastrowany, odrobaczony, zaszczepiony, zaczipowany, testy FIV/FELV ma ujemne. Ma w sobie dużo radości, jest przyjazny i na pewno nie zasługuje na samotność. Zaopiekuj się Cherubinkiem! Bądź jego aniołem i pozwól mu poczuć się jak w raju na Twoich kolanach.

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • drago.jpg

    Drago

     

    Drago – ukryty w śmietniku smok

    A właściwie malutki smoczek, bo zaledwie 2-miesięczny, znalazł się nie wiadomo skąd w śmietniku. Sam, bez mamy, bez rodzeństwa. Co go tam przywiodło? Może głodny kociak poczuł zapach resztek jedzenia. A może to czyjaś „pomocna” dłoń, bo nie od dziś wiadomo, że niektórzy traktują śmietnik jako doskonałe miejsce na pozbycie się niechcianych małych zwierząt. Tak czy inaczej to właśnie śmietnik był schronieniem dla tego maleństwa, a śmieciarka byłaby jego grobem, bo trafiłby do niej razem z całą zawartością kontenera. Taki mały, nikomu niepotrzebny śmieć… nie stało się tak jednak i mały burasek trafił do fundacji Ja Pacze Sercem dla kotów niewidomych i niedowidzących. To dlatego, że jego oczy zdążył już zaatakować wirus kociego kataru z powodu długotrwałego osłabienia. Nie wiadomo było, w jakim stanie są gałki oczne, czy będzie widział, a jeśli tak, to w jakim stopniu. W domu tymczasowym Drago przeszedł leczenie i… wyszedł z niego z pięknymi, doskonale widzącymi oczkami. Z wymizerowanego okruszka, stał się ślicznym kociakiem, który wyrośnie na pięknego kocura. Teraz, gdy wydobrzał, nareszcie może być beztroskim kocim dzieciakiem, który całymi dniami się bawi, poznaje świat, cieszy się swoim nowym życiem i mruczy rozkosznie do ucha. Drago jest już całkowicie zdrowy, odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne. Jest w pełni gotowy, by rozwinąć skrzydła w swoim nowym stałym domu i ziać swoim urokiem na wszystkich domowników, paląc ich żywa miłością. Szukamy dla Drago domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Najchętniej z kocim stadem, bo maluch należy do przyjaznych i towarzyskich. 
    Daj się spalić ogniowi miłości do Drago. Zadzwoń!

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • gwiazdeczka-i-irysek.jpg

    Gwiazdeczka i Irysek

    Gwiazdko, czy bardzo bolało, gdy spadłaś z nieba?

    Straszliwie. To nie jest bajer. Gwiazdeczka trafiła do fundacji Ja Pacze Sercem z powodu uszkodzenia prawego oka. U weterynarza okazało się, że spowodowane jest ono urazem mechanicznym. Oznacza to, że mała została kiedyś bardzo mocno uderzona. Tak nieszczęśliwie się złożyło, że uderzenie było na tyle mocne, że oko trzeba było usunąć. Co gorsza, spadła do śmietnika. Tam przynajmniej została znaleziona – maleństwo z bolącym oczkiem mieszkające w śmietniku. To musiało ją boleć. Pomimo tych przeżyć, Gwiazdka jest nadzwyczaj miłą, przyjazną i ufną koteczką. Drobna, ale bardzo odważna i pełna energii, od pierwszego dnia w domu tymczasowym niczego się nie bała, już pierwszego dnia spała ze swoja opiekunką na łóżku „w nogach”. Podczas kolejnych nocy już przytulała jej się do twarzy lub kładła na ramionach. Gwiazdka ma małą słodką buzię i jedno sprawne oczko, co w niczym jej nie przeszkadza, a nawet dodaje uroku, ponieważ w tym jednym oczku zawsze pali się niesamowite światełko, co dodaje jej jeszcze więcej blasku. Ma czuły sposób bycia i mądre, spokojne spojrzenie. Lubi wskakiwać wysoko albo siedzieć w nietypowych miejscach, przez co czasem trudno ją zauważyć. Gdy nie przytula się i nie śpi, to się bawi, a jej ulubioną zabawką jest wędka, za którą biega jak szalona. To niesamowicie słodkie i zakochane w człowieku kocie dziecko. Gwiazdeczka jest już zdrowa i gotowa, by błyszczeć dla swojego kochającego człowieka, który da jej dom na zawsze. A ze względu na jej dobro, musi to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Mała ma 7 miesięcy, jest odrobaczona, zaszczepiona, wysterylizowana, testy FIV/FELV ma ujemne. Ma również wszczepiony chip. Powinna mieć kocie rodzeństwo, ponieważ jest bardzo towarzyska. Towarzyszem wszystkich niedoli Gwiazdki jest jej zjawiskowo piękny brat Irys, który widzi i ma oczy w komplecie, ale nie mogliśmy zostawić go bez pomocy.
    Chcesz Gwiazdkę z nieba? Możesz ją mieć, jeśli masz dobre serce i podarujesz niechcianemu jednookiemu maleństwu kochający dom.
    500383928
    japaczesercem@gmail.com

  • hina-i-hana.jpg

    Hina i Hana

     

    Hina i Hana – kocie dzieci wyrzucone do śmieci

    Normalna sprawa, idzie się wyrzucić śmieci i wiadomo: papier do papieru, plastik do plastiku, szkło do szkła, a zaraz… gdzie jest kontener na kocięta? Bo śmieci należy segregować, porządek musi być. Nie będzie nam tu srajdek jeden z drugim, zakichany i z chorymi oczami po ulicy łaził. A tak, to przyjedzie śmieciarka wrzuci, zgniecie i po problemie. – W ten sposób miał się skończyć krótki i bolesny żywot dwóch malutkich siostrzyczek Hiny i Hany. Ledwie zaczęły dobrze widzieć, a już zachorowały na koci katar, który atakuje takie niedożywione maluchy i niszczy ich gałki oczne, powodując ból i prowadząc do powolnej śmierci. Nie doczekały się znikąd pomocy, zamiast tego ktoś je bezdusznie wywalił do śmietnika. Szczęśliwie zostały znalezione zanim nadjechała śmieciarka, a ponieważ miały chore oczka, trafiły do fundacji Ja Pacze Sercem. W naszym domu tymczasowym przeszły leczenie i oczka udało się uratować, obie widzą doskonale, a po chorobie nie został nawet najmniejszy ślad. Są wesołe i rezolutne. Dni upływają im na zabawach i spaniu. Lubią jedzenie, drapanie po brzuszkach, inne koty, i przytulanki z ludźmi. Nic nie wskazuje na to, że były kiedyś głodne i chore. To rozkoszne puchate maleństwa, które cieszą się z każdej chwili odzyskanego życia. Hina i Hana są zdrowe, odrobaczone, zaszczepione, testy FIV/FeLV mają ujemne, dlatego już czas, żeby wniosły uśmiech do swojego nowego własnego domu stałego. Szukamy więc im domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, bo jak widać nie wszyscy są skorzy do pomagania zagubionym maluchom. Nie chcielibyśmy, żeby przypadkiem wydostały się z domu i trafiły w ręce kogoś, kto znowu potraktowałby je jak śmieci. Mogą ruszać w świat osobno albo razem, ale fajnie by było, żeby miały kocie towarzystwo, bo są przyjazne, pełne energii i lubią się przytulać. 
    Wyrzuć to z siebie! Chcesz przygarnąć Hinę i Hanę? Zadzwoń.

  • inka.jpg

    Inka

    Szczytem jej marzeń jest dom. Zwykły, bezpieczny, spokojny dom. Taki, jakiego nigdy nie miała, bo urodziła się hm… właściwie to nie wiadomo, gdzie. Do fundacji Ja Pacze Sercem trafiła już ze schroniskowej klatki z chorymi oczkami. Ludzi bała się tak bardzo, że aż się trzęsła i chowała głowę w ciemne kąty, jak małe dziecko wierząc, że jeśli ona nas nie widzi, to i my jej też nie. Bała się nie tylko nas, ale wszystkiego. Widać było, że szczęśliwego życia do tej pory nie miała. Staraliśmy uratować jej wzrok, mała przeszła dwa zabiegi operacyjne, jednak niektóre zmiany spowodowane przez wirus kociego kataru okazały się nieodwracalne. Inka na jedno oko widzi jak przez brudną szybę, a na drugim ma malutką plamkę, ale mimo to widzi na nie bardzo dobrze. Bardzo cieszymy się też z tego, że pomimo podawania niesmacznych leków, robienia zastrzyków, stresujących wizyt u weterynarza i wszystkich tych niezrozumiałych dla niej i nieprzyjemnych zabiegów, ostatecznie zaufała nam. Teraz wystarczy ją pogłaskać, a od razu zaczyna mruczeć. Przestała się także wszystkiego bać i teraz chętnie gania po mieszkaniu, bawiąc się z innymi kotami. Jest już zupełnie zdrowa, ma 6 miesięcy, jest odrobaczona, zaszczepiona, zaczipowana, testy FIV/FELF ma ujemne, może więc niedowidzącymi oczkami zacząć rozglądać się za własnym domem. Jak już wspomnieliśmy, to nie musi być Machu Picchu, ale koniecznie musi być „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem po to, by nigdy więcej, nawet na chwilę, nie była sama, zagubiona, oko w oko z przerażającym światem. Strachu miała już dość, teraz czeka tylko na miłość.
    Przygarnij Inkę i Niech Twój dom zmieni się w inkaskie imperium!

  • kaja.jpg

    Kaja

     

    Trzeba mieć w sobie dużo energii i uroku, żeby rozbroić zły los, który przybrał postać bezdomności i choroby. Kaja trafiła do fundacji Ja Pacze Sercem ze wsi, jako 4-tygodniowe niewidome kitku. Gdy do nas dotarła i została zbadana, okazało się na szczęście, że nie jest niewidoma, choć faktycznie niedowidzi. Nie znamy dokładnie przyczyn kłopotów z oczami, ale mogła ona tkwić w niedożywieniu i złych warunkach życia, które spowodowały delikatne opóźnieniu ich rozwoju. Okulista pocieszył nas też, że mała będzie dobrze widzieć, trzeba tylko po prostu o nią zwyczajnie zadbać. Kicia dostała na imię Kaja, dobrą karmę, ciepło, bezpieczeństwo i dużo miłości. Jaki efekt dała ta kuracja? Widzicie na zdjęciach – Kaja ma teraz 3,5 miesiąca, widzi doskonale, w każdym punkcie ciałka ma guziczek uaktywniający głośne mruczenie, mnóstwo energii do zabawy i miłości do ludzi i zwierząt. Jest odrobaczona, zaszczepiona, FIV/FELV ujemne. Jest wciąż drobniutka, ale nadrabia wielką energią. Ze względu na swoje wszędobylstwo, potrzebuje domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, a także towarzystwo innych zwierząt. Malutka Kaja rozbroiła nie tylko zły los, ale i nas. A może także Ciebie?

  • kaszmirek.jpg

    Kaszmirek

     

     

    Nie odwracaj oczu od koszmaru niewidomego Kaszmira

    Chwila zmieniła życie Kaszmira w koszmar
    Wypadek, krótka utrata świadomości i zupełnie sprawny roczny kociak staje się kaleką. Niedotlenienie mózgu pozostawiło u Kaszmira po sobie koszmarne piętno – stracił wzrok, dostał padaczki, nie ogarnia kuwety, a gdy otacza go zbyt dużo bodźców, robi się nerwowy. Jedyne, co nie uległo zmianie, to miłość do człowieka. Kaszmir jest bardzo przyjazny, choć nienachalny, i potrzebuje ludzkiego dotyku i czułości. Czuje się też dobrze w towarzystwie zwierząt, o ile są one spokojne. Ze względu na brak wzroku, Kaszmir jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. Teraz, gdy jego stan zdrowia został ustabilizowany dzięki lekom i odpowiedniej karmie, postanowiliśmy dać mu szansę na znalezienie swojego domu. Szanse te są nikłe, bo kto zaopiekuje się tak koszmarnie skrzywdzonym kotem? Nawet jeśli jest jedna na milion, to Kaszmir na nią zasługuje. I tak, jak jedna chwila zmieniła jego życie w koszmar, tak inna chwila może dać mu spokojny dom i kochającego człowieka.
    Kaszmir ma teraz 1,5 roku i jest niepełnosprawny. Został zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Wymaga karmy weterynaryjnej gastro intestinal. Jest kotem niekuwetkowym. Szuka spokojnego domu stałego. Będziemy również wdzięczni za adopcję wirtualną, bo kot z takimi problemami może nigdy nie znaleźć swojej wymarzonej rodziny, a każda pomoc finansowa będzie dla nas ulgą.

    Nie odwracaj oczu od koszmaru niewidomego Kaszmira. Pomóż mu!

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

     
  • kocyk.jpg

    Kocyk

    Kocyk nie patrzy, Kocyk otula! 💕 Kocyk nie patrzy, bo nie ma oczek. Nie znamy go od urodzenia, ale wiemy, że urodził się niewidomy. Dzięki temu, brak wzroku jest dla niego stanem naturalnym i nie stanowi żadnego problemu – porusza się bardzo sprawnie nawet, gdy znajdzie się w nowym otoczeniu. Musiał mieć swój dom, bo jest dobrze wychowanym kocim młodzieńcem, a do tego wspaniale odnajduje się w ludzkich ramionach. Pojawił się niedawno wśród wolnożyjących kotów na terenie działek rekreacyjnych, co może wskazywać na to, że został tam porzucony. Ponieważ nie ma oczu, trafił natychmiast do naszej fundacji Ja Pacze Sercem. To ciepły, otulający swoją życzliwością i przyjaznym nastawieniem do świata półroczny kociak. Dlaczego ktoś go porzucił? Nie jesteśmy w stanie się tego domyślić. Kocyk chyba też nie. Wciąż by się tulił i otulał. On nie przeżyje sam na działkach. Choć w domu radzi sobie tak, jak widzący kot, to jednak na wolności czyha na niego wiele niebezpieczeństw, a przeżycie wymaga posiadania wzroku. Poza tym, a może raczej po pierwsze, Kocyk nie może żyć bez człowieka. Jego imię nie wzięło się znikąd – to kociak otulająco-przytulający, jak miękki, ciepły kocyk. I to nie tylko ciało, ale duszę. Sam Kocyk nie ochronił się przed chłodem panującym na działkach i sam złapał katar. Teraz jest już zdrowy i może zacząć szukać kogoś, kogo mógłby otulać swoim ciepłem. Jeśli ta osoba zapewni mu „niewychodzący” dom z zabezpieczonymi oknami i balkonem - będzie to połączenie idealne. Kocyk jest ciepły także w relacjach z innymi kotami, dlatego może mieć kocie towarzystwo. Kocyk ma 6 miesięcy, jest odrobaczony, zaszczepiony, zaczipowany, testy FIV/FeLV ma ujemne. Mimo to, że Kocyk emanuje ciepłem, to sam też go potrzebuje. Otul więc Kocyka swoją miłością i daj mu ciepły dom, którego tak bardzo potrzebuje! 500383928 japaczesercem@gmail.com

  • kokoum.jpg

    Kokoum

     

    Czy Kokoum znajdzie zrozumienie wśród bladych twarzy?

    Kokoum to dzikie dziecko, które urodziło się na ulicy i przeszło próbę głodu, strachu i samotności już na początku swojego życia. Nie poczuł ciepła ludzkiej dłoni. Nie wiedział, co to bezpieczeństwo ani pełny brzuch. Jedyne, czego się nauczył było to, że człowieka lepiej unikać, bo może skrzywdzić. Dobrze wiemy, że nie bez powodu… Wiemy jednak, że ludzie potrafią być też dobrzy. I taki ktoś właśnie wypatrzył samotnego maleńkiego kociaka złapał go i, mimo zdrowych oczu, malec trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Kokoum świetnie widzi, a po niedawnym osłabieniu nie ma już śladu. Boi się jeszcze ludzi, ale nie dziwmy mu się - nie było przy nim nikogo, gdy stawiał swoje pierwsze kroki, a późniejsze doświadczenia do najlepszych nie należą, bo było to łapanie na ulicy i nieprzyjemne zabiegi u weterynarza, takie jak choćby zastrzyki. Możemy więc jawić mu się jako niebezpieczeństwo. Na szczęście Kokoum ma 4 miesiące i z tego malutkiego dzikuska wyrośnie jeszcze słodki przytulak. Wszystko przed nim. Byleby tylko ta jego chwilowa dzikość znalazła zrozumienie u białych twarzy. Już i tak robi postępy, bo nie boi się bawić i jeść przy ludziach, a nawet tymczasowi opiekunowie zauważyli, że przychodzi do nich spać w nocy. To znaczy, że potrzebuje ciepła i czułości, tylko jeszcze się boi. Kokoum ma 6 miesięcy,,  jest wykastrowany i może już rozglądać się za kimś, kto przyjmie go do siebie. Nowy dom powinien być „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i bakonem. Maluszek jest odrobaczony i zdrowy, jest w trakcie szczepień.
    Pokaż Kokoum zrozumienie i ulecz jego lęk.

  • kropecjusz.jpg

    Kropecjusz

    Kiedy jeszcze Kropek był mały jak przecinek, zachorował na koci katar. Głód i niedożywienie zrobiły swoje i zanim mały kociak dobrze przejrzał na oczy, to już zaczął tracić wzrok. Został zabrany z ulicy na tyle wcześnie, żeby uratować jedno oko. Na drugie niedowidzi. Z tego powodu jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. I choć Kropek jest niedowidzący, to zupełnie nie zasługuje na to, by być poza nawiasem szczęśliwych kotów, które mają swoich kochających ludzi i bezpieczny dom. Mamy wielką nadzieję, że wszystkie złe chwile – głód, strach, ból, bycie niechcianym – są już dla niego tylko czasem przeszłym. To bardzo przyjazny, aktywny kociak, który uwielbia się bawić, przytulać i leżeć na rękach. Bardzo lubi nie tylko ludzkie, ale i kocie towarzystwo - z każdym potrafi znaleźć wspólny język. Kropek ma teraz 5 miesięcy, jest wykastrowany, zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne, jest zdrowy i pomimo gorszego wzroku w jednym oku – zupełnie sprawny. Jest wrażliwy i czuły – bardzo potrzebuje kogoś, kogo mógłby kochać i do kogo mógłby się przytulać. Źle znosi samotność i nie dziwmy mu się, bo bezdomność to właśnie samotność i opuszczenie, co poznał dobrze i ma prawo się tego bać. Przyjazny i łagodny charakter oraz to, że jest towarzyski czyni go idealnym kandydatem do domu, w którym są już inne zwierzęta. Kropek to taki wielokropek – nie lubi być sam. Bądź znakiem zapytania dla Kropka, zapytaj nas o niego!

    502775137
    japaczesercem@gmail.com

  • lady.jpg

    Lady

    Dla niewidomej Lady własny dom jest jak towar spod lady

    Nieosiągalny. Po niewidomego kota kolejka się nie ustawia. Lady to kotka w kwiecie wieku, a do tego niezwykle dobrze wychowana i obdarzona spokojnym charakterem. Mimo braku wzroku, porusza się z gracją, jakiej może jej pozazdrościć niejeden kot zupełnie sprawny. Nikt nie zgadłby, że Lady nic nie widzi, bo ma duże oczy, a po mieszkaniu porusza się, jakby nigdy nic - sprawnie wskakuje na meble, zwinnie omija przeszkody, szybko odnajduje się w przestrzeni. Nie lubi tylko ostrego światła tak, jakby ją ono drażniło. Mimo to, że jest śliczną, delikatną i zrównoważoną koteczką, nikt jej nie chce. Bo kota niewidzącego jest w stanie przygarnąć tylko ktoś z wielkim sercem.
    A takich ludzi jest deficyt, zupełnie jakby dobre serce było na kartki… Nie ustajemy jednak w staraniach i poszukujemy tego najrzadszego z rzadkich towarów dla naszej podopiecznej. Człowiek z wielkim sercem poszukiwany, poszukiwana! Lady jest podopieczną fundacji Ja Pacze Sercem, ma 5 lat, jest zaszczepiona, wysterylizowana, testy FIV/FELV ma ujemne. Wymaga codziennego zakraplanie oczu. Jest zrównoważona i nastawiona pokojowo wobec innych kotów. To oaza spokoju w pięknej postaci. Może być jedyną kotką w domu. Ale ponieważ potrafi zachować się w każdej sytuacji, jak na damę przystało, równie dobrze odnajdzie się w stadzie – także z psem. Lady lubi być głaskana, potrzebuje bliskości człowieka. Często mruczy i domaga się uwagi. Bardzo tęskni za swoim kimś. Szukamy dla niej domu „niewychodzącego” z zabezpieczonym balkonem i oknami.
    Zrób Lady nie lada podarunek – daj jej kochający dom!
    500383928
    japaczesercem@gmail.com

  • lalek.jpg

    Lalek

    Jak nazywa się lek na całe zło świata? Lalek.

     

    Bierzesz go, przytulasz i od razu wszystko, co złe mija. Jest malusieńki i kruchy, bo we wczesnym dzieciństwie stracił matkę. Gdy został znaleziony, był tak malutki, że nie umiał jeszcze dobrze samodzielnie jeść. Jedzenie stałe lizał. Trzeba mu było wkładać je do pyszczka, wtedy „ciumkał” długo, aż w końcu zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi i zaczął normalnie jeść. Być może to z powodu niedożywienia we wczesnym dzieciństwie Lalek jest taki mały i delikatny. Maluch wciąż jest dzieckiem, bo ma dopiero 4 miesiące, a jego dzieciństwo nie było szczęśliwe. Wręcz odwrotnie – oprócz tego, że był głodny, był też samotny i wystraszony. Nie miał do kogo się przytulić, ani do kogo uciec, gdy się czegoś przestraszył. Teraz najwidoczniej „nadrabia” te braki, bo często przychodzi do swojej tymczasowej opiekunki i mocno się w nią wtula. Po tym, jak poznał czym jest samotność, bardzo potrzebuje ludzkiego ciepła i miłości.

    A gdy mu to wszystko, co w Tobie dobre, czułe, miękkie i ciepłe dajesz, to okazuje się, że jeszcze więcej w zamian dostajesz. Tak to działa i nie trzeba testów klinicznych, żeby to udowodnić. Prócz tego Lalek to lek na nudę dla innych kotów i często aplikuje im dobrą dawkę zabawy. Lalek jest pod opieką fundacji ja Pacze Sercem dla kotów niewidomych i niedowidzących, ponieważ koci katar sprawił, że nie widzi na jedno oczko. Lalek jest już zdrowym kocięciem, dlatego szukamy dla niego domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Jest odrobaczony, zaszczepiony, zaczipowany, testy FIV/FELV ma ujemne.
    Lalek czeka – daj mu dom, ulecz jego samotność i wzmocnij swoją odporność na zło.

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

  • lola[10].jpg

    Lola

     

     

    Krótka historia niedoli jednookiej Loli

    Historia ta jest krótka, trwa zaledwie 6 miesięcy – bo w takim wieku jest mała Lola. Cierpienie to cały jej dotychczasowe życie. Była na przegranej pozycji od samego początku, bo urodziła się niechciana jako bezdomny kociak. Z powodu niedożywienia, ledwie otworzyła oczy, a już zachorowała na koci katar. Choroba ta nieodwracalnie uszkodziła jej oko, powodując przy tym silny ból. W tym stanie trafiła do schroniskowej klatki. Pech chciał, że w tym czasie, w schronisku rozszalał się wirus panleukopenii. Trzeba było ją stamtąd natychmiast ewakuować. Lola trafia do naszej fundacji Ja Pacze Sercem słaba i wychudzona, świeżo po usunięcia oka i z początkiem panleukopenii. Ponieważ była w tak złym stanie, że nie mogliśmy ryzykować wzięcia jej do domu, pierwsze dni spędziła w szpitalu kliniki weterynaryjnej, gdzie mogliśmy zapewnić jej całodobową fachową pomoc. Panleukomenia jest dla kociąt śmiertelna, a do tego jest bardzo męcząca. Atakuje układ pokarmowy i jej przebieg wygląda, jak bardzo silne zatrucie. Dewastuje przy tym jelita i osłabia organizm. Nadzieja na przeżycie Loli były tak mała, jak ona sama. Jednak uratowała ją olbrzymia wola przeżycia i ogromne zaangażowanie ludzi. Potem długo dochodziła do siebie – musieliśmy wyleczyć jej jelita, wzmocnić odporność i odkarmić tak, by zyskała na wadze. W tym czasie przeszła niewiarygodna przemianę – od wynędzniałego szkieleciku pokrytego brudnym futerkiem do wesołej i pełnej uroku młodej kotki, którą widzicie na zdjęciach.
    Lola jest już zupełnie zdrową, energiczną, słodka i wdzięczną, kocią dziewczynką. Jest zaczepiona, testy FIV/FELV ma ujemne. Jedyne, czego jeszcze jej potrzeba, żeby zakończyć niedolę to własny człowiek, przy którym mogłaby zapomnieć o tym wszystkim, co przeszła. Lola ma w sobie kosmos czułości do dania swojej nowej rodzinie – zarówno ludziom, jaki zwierzętom, dobrze więc, żeby nie była „jedynaczką”. A ze względu na swoje bezpieczeństwo poszukujemy dla niej domu „niewychodzącego” z osiatkowanymi oknami i balkonem.
    Zakończ historię niedoli Loli – podaruj jej dom!

  • lubelski.jpg

    Lubelski

    Niewidomy Lubelski lubi życie, choć życie nie lubi jego

    Lubelski lubi ludzi i życie zachłannie i po wariacku. Ale jak ma nie lubić, skoro musiał o nie walczyć? Niestety na samym początku, zaraz po urodzeniu, życie nie polubiło Lubelskiego. Raz, że urodził się czarny, a to nie jest najszczęśliwszy kolor sierści dla kota, bo ludzie wciąż się czarnych kotów obawiają i nie chcą ich w swoich domach ani obejściach. Dwa – urodził się bezdomny, a to był właściwie wyrok. Lubelski z powodu głodu i chłodu szybko złapał wirusa kociego kataru i - bez pomocy - miał przed sobą kilka tygodni egzystencji w coraz większym bólu. Życie nie tylko go nie lubiło, ale wręcz było dla niego okrutne. Pozwoliło mu trwać w bólu spowodowanym chorobą oczu. Życie pozwoliło mu umierać z głodu, bo mały, niedowidzący i coraz słabszy kociak nie miał  zbyt wielu szans na to, żeby coś zjeść. Życie ewidentnie się na niego uparło i prawie wygrało. Ale w tym momencie do gry weszli ludzie. Lubelski został znaleziony przez dobrego człowieka, który skontaktował się natychmiast z nami – fundacją Ja Pacze Sercem. I tak, już pokiereszowany przez życie, niewidomy i zakatarzony, Lubelski został uratowany. I wiecie co? Mimo tego wszystkiego, co mu zafundowało, mimo głodu, choroby i cierpienia, Lubelski lubi życie. Być może właśnie dlatego teraz tak zachłannie z niego korzysta. Jest zawsze pierwszy do zabawy, do głaskania, do rozrabiania, do jedzenia – do wszystkiego. Widzi tylko światło i cień, ale zupełnie mu to nie przeszkadza w lubieniu swojego życia. Niby niepełnosprawny, ale lubienie życia go przepełnia i jest zaraźliwe – jest zawsze wesoły i energiczny. Niczego się nie boi i nie zna ograniczeń. Czasem tylko „pada” tam, gdzie akurat chwyci go nagła drzemka pomiędzy jedną a drugą turą szaleństwa. A ponieważ Lubelski jest już wyleczony, może już rozglądać się za własnym domem. Nie będzie to dla niego łatwe, bo tak jak jego oczka widzą tylko cienie, tak i on ma przez to tylko cień szansy na własnego człowieka. I do tego jeszcze ta czarna sierść... Nie poddajemy się jednak, bo nie po to Lubelski wygrał swoją pierwszą walkę, żeby drugą oddawać walkowerem. Walczymy o dom dla niewidomego czarnego kociaka. Ze względu na to, że lubi przygody, musi to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Bardzo ważne szalony Lubuś co jakiś czas zamienia się w niegrzecznego Lubela, który biję inne koty, a nawet zaczepia psy. Dlatego uważamy, że najlepiej będzie, gdy w domu zostanie jedynakiem. Lubelski ma rok, jest odrobaczony, zaszczepiony i zaczipowany. Testy Fiv/Felv ma ujemne.
    Polub Lubelskiego, daj mu choć cień szansy na dom!

  • myszek.jpg

    Myszek

    Niewidomy Myszek myszkuje za swoim człowiekiem.

    Myszek jest sporo większy od myszy, to całkiem spory kot, ale i tak nikt go nie zauważa. Podobnie jak myszy, nikt nie chce go w swoim domu. Sądząc po jego zachowaniu, kiedyś Myszek na pewno miał dom. Kiedy i dlaczego go stracił oraz, jak długo się tuła – tego nie wiemy. Trafił do fundacji Ja Pacze Sercem, dlatego że jest niewidomy. Głównie z tego powodu jest „niewidzialny”. Poza tym niczym się nie wyróżnia, jest trochę nieśmiały i wycofany, przynajmniej na początku znajomości. No i czasy, gdy był słodkim kociaczkiem także już bezpowrotnie minęły. Taka szara myszka z niego. Zwyczajny kot, który nie pragnie niczego innego jak tylko zwyczajnego życia. to znaczy, tego, co dla innych domowych pieszczochów jest zwyczajne – swojego człowieka, swojego małego kawałka przestrzeni, bezpieczeństwa, zwykłej, codziennej rutyny. To, co dla nas jest takie zwykłe, że aż nudne, dla Myszka jest największym marzeniem. Jego dotychczasowe życie to niekończący się cykl: nowe miejsce, strach, poznawanie wszystkiego od nowa, otwieranie się, przywiązywanie do nowych ludzi, a wszystko po to, by to stracić. Każdy kot, człowiek, pies i nawet mała myszka, potrzebuje swojego stada i miejsca w świecie. Myszek nie jest w tym inny. Czy to, że jest dorosły, bury i niewidomy oznacza, że nie zasługuje na to, by znaleźć swoje miejsce w czyimś sercu? My sądzimy, że zasługuje, a Ty? Myszkujemy więc za domem dla Myszka. Powinien to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Myszek ma 7-8 lat, jest odrobaczony, zaszczepiony, wykastrowany, testy FIV/FeLV ma ujemne. Lubi inne koty i psy, ale może być jedynym kotem w domu. Potrafi się sobą zająć, fajnie bawi się sam, samotność nauczyła go tego, by nie domagać się pieszczot nachalnie, jednak uwielbia spać przytulony do człowieka. Jest dojrzałym, zrównoważonym i przyjaznym kotem, który z pokorą przyjmuje swój los. My jednak nie umiemy pogodzić się z jego samotnością.
    Nie siedź jak mysz pod miotłą – odezwij się do nas i daj Myszkowi upragniony dom!
    500383928
    japaczesercem@gmail.com

     

  • puszkin.jpg

    Puszkin

    Czy jednookiemu Puszkinowi jest pisany kochający człowiek?

    Puszkin miał kiedyś swój świat i swoje życie. Był bezpieczny na kolanach swojej opiekunki. Spokojny, zrównoważony, dobrze wychowany, można nawet powiedzieć - dostojny kocur spędził 10 lat ze starszą panią, jako jej nieodłączny towarzysz. Życie jednak pisze czasem smutne historie i taka właśnie przydarzyła się Puszkinowi. Jego opiekunka zmarła, a z nią runął cały świat. Właściwie nie do końca runął, bo mieszkanie po babci stoi i - jak to mieszkania po babciach – jest „zaopiekowane”. Kot jednak został bez opieki. I tak Puszkin trafił do schroniska. Ze schroniska zaś do nas – fundacji Ja Pacze Sercem. Wiemy, że ludzie zazwyczaj poszukują małych lub młodych kotów i chętniej wybierają te pełnosprawne. Dlatego zastanawiamy się, czy Puszkinowi pisane jest jeszcze szczęście i miłość własnego człowieka. Warto pamiętać, że przygarniając dojrzałe zwierzę, jego charakter jest już ukształtowany, stabilny i możemy mieć pewność, że się nie zmieni, a więc – trudno nie posłużyć się tu znanym powiedzeniem - nie „kupujemy kota w worku”. Puszkina poznaliśmy dobrze i jesteśmy pod jego urokiem - to kot spokojny i przyjazny, ale nie nachalny. Bardzo sobie ceni głaskanie i pieszczoty, ale nie domaga się ich. Może być jedynym kotem w domu, ale może też żyć z innymi zwierzętami, byle by równie opanowanymi, co on. Wobec innych kotów – akceptujący, zdarzają mu się wspólne zabawy zabawką, ale nie lubi być zaczepiany. Ma już swoje lata, ale uwielbia się bawić wędką, piłkami i znalezionymi przedmiotami. Większość dnia przesypia, je i się myje. Przy misce nie wybrzydza, zjada wszystko spokojnie. To kot z mocnym charakterem, ale jednocześnie bardzo spokojny, opanowany, obserwujący. Niezależny, ale lubi bliskość człowieka. Być może jest jeszcze wycofany po stracie swojej ukochanej pani i musi przeżyć żałobę, by znowu móc się do kogoś mocno przywiązać. Bowiem koty, wbrew obiegowym opiniom, przywiązują się do swoich ludzi nie mniej niż choćby psy i bardzo cierpią z powodu rozłąki. To tylko my ludzie nie zawsze potrafimy to dostrzec. Puszkin jest urodzony w 2009, nie ma lewego oka, jest zaszczepiony, odrobaczony, odpchlony, wykastrowany, testy fiv/felv ma ujemne. Szukamy dla niego domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem.

    Rozumiesz dramat Puszkina - może jesteście sobie pisani?

    500383928
    japaczesercem@gmail.com

     

  • safira.jpg

    Safira

    Safira delikatna jak zefirek

    A choć delikatna i malutka, to wyszła cało z twardego zderzenia z rzeczywistością. Właściwie to prawie cało, bo straciła jedno oko. Jednak to drobiazg, biorąc pod uwagę, co przeszła. Urodziła się niechciana, a więc życie zaczęła od bezdomności, czyli głodu, chłodu, strachu. Z powodu niedożywienia szybko zapadła na koci katar i ten wirus zmienił jej jedno oko w bolącą ranę. Chora trafiła do schroniska. Nie było innego wyjścia, jak tylko amputacja. W ten sposób Safira straciła oko. Jakby tego było mało w schronisku zaraziła się śmiertelną dla kociąt panleukopenią. To choroba, która jest nie tylko niebezpieczna, ale również powoduje potworne cierpienie, ponieważ atakuje układ pokarmowy i daje objawy porównywalne z ciężkim zatruciem. A Safira ma teraz 5 miesięcy natomiast waży niecały kilogram. Badania wykluczyły karłowatość, ona jest po prostu drobniutka. I ta drobniutka istotka przeżyła to wszystko. Delikatna jak zefirek, ale jej pragnienie życia ma moc huraganu. Na szczęście jest już zupełnie zdrowa, a całą swoją energię, której nie musi już przeznaczać na walkę o przeżycie, oddaje w postaci miłości człowiekowi. Nie tylko, zresztą, człowiekowi – także innym zwierzętom ze swojego domu tymczasowego, czyli kotom i psu. Ma przy tym swój charakter, głośno i wyraźnie komunikuje, czego chce i mimo to, że najmniejsza, rządzi całym stadem. W tym niepozornym ciałku tkwi zadziwiająca moc. Safira jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. Tu została wyleczona, odrobaczona, zaszczepiona, testy FIV/FELV ma ujemne. Teraz szukamy dla niej domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, żeby przypadkiem gdzieś nie zwiała przez uchylony lufcik. Najlepiej takiego, w którym są też inne zwierzęta, żeby mogła je kochać, gdy nie będzie w domu ukochanego człowieka.
    Czy można pokochać kicię bez oka? Safira rozwiewa wszystkie wątpliwości!
    500383928
    japaczesercem@gmail.com

  • salvador.jpg

    Salvador

    Czy to możliwe, żebyśmy SALVADOROWI DALI szansę na kochający dom?

    W przepełnionych schroniskach kociaki mieszkają w klatkach. Taki los spotkał też Salvadora i jego brata. Spędzili razem w zamknięciu całe dzieciństwo - bez możliwości swobodnej zabawy, wybiegania się, , nie mówiąc już o towarzystwie człowieka. Z tego powodu, gdy trafił do domu tymczasowego fundacji Ja Pacze Sercem był bardzo wystraszony i wycofany. Wciąż jest przy pierwszym kontakcie dość płochliwy i nieufny, dużo obserwuje z ukrycia, potrzebuje czasu na oswojenie. Ale czy można się temu dziwić? Na szczęście stan ten mija i dosyć szybko Salvador zaczął bawić się z innymi podopiecznymi fundacji. Zanim do nas trafił nie znał biegania, radosnego hasania charakterystycznego dla kociego dzieciństwa, a teraz z całą energią nadrabia miesiące spędzone w klatce – uwielbia wyścigi, wspinanie się, polowania, zabawy wędką i piłeczkami. Człowieka kocha, ale ukradkiem – kiedy się nie patrzy, przytula się cichutko do nogi. Tak bardzo pragnie czułości! Liczymy na to, że kiedyś w swoim kochającym domu otworzy się całkowicie i zaufa bezgranicznie. Na pewno bardzo tego chce, ale troszkę się jeszcze obawia. Ponieważ Salvador jest już zupełnie zdrowy, może iść w świat. Wszystko zależy od nas – czy damy mu szansę na kochającego człowieka i własny dom. To powinien być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, ponieważ Salvador, jak każdy młody kociak lubi zwiedzać, dlatego mógłby wyjść niepostrzeżenie przez okno i się zgubić. Salvador ma 5 miesięcy, jest zaszczepiony, odrobaczony, zaczipowany, testy FIV/FELV ma ujemne, jego stan zdrowia jest bez zastrzeżeń. Po chorobie oczek został już tylko niewielki ślad na rogówce, ale w niczym on Salvadorowi nie przeszkadza. Czy to możliwe, żebyśmy SALVADOROWI DALI dom dzięki TOBIE?

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • santiago.jpg

    Santiago

     

    Santiago bez jednego oka i widoków na przyszłość

    Z jednym oczkiem widzi się doskonale, ale i tak ma się gorsze widoki na przyszłość. Niestety, kot bez oka ma zawsze dużo mniejsze szanse na dom. Choćby był 5-miesięcznym słodziakiem. Choćby był przyjazny i opiekuńczy wobec innych zwierząt. Choćby tryskał pozytywną energią przez cały dzień. Choćby uwielbiał ludzi i przytulał się jak szalony. Tak jak Santiago. I tak przegra w konkurencji z puchatą kuleczką z kompletem gałek ocznych. Dlaczego Santiago nie ma oczka? Gdy był mały trafił do schroniska z zaawansowanym kocim katarem. Choroba zupełnie zniszczyła mu prawe oko, które trzeba było usunąć. Podczas leczenia Santiago, razem z chorym bratem, był zamknięty w małej klatce. Oj, bardzo musiało mu doskwierać odosobnienie i mała przestrzeń. Dlaczego? To kocie dziecko jest po pierwsze ponadprzeciętnie towarzyskie. Mimo to, że ma dopiero 5 miesięcy, już opiekuje się wszystkimi innymi kotami w swoim domu tymczasowym – przytula je, wylizuje, zachęca do zabawy, traktuje z czułością i miłością. Z każdym się dogaduje i nawiązuje bliskie relacje. Uwielbia kontakty z człowiekiem – zaczepia, gada, mruczy, śpi przytulony, uwielbia noszenie na rękach i siedzenie na kolanach. Po drugie, Santiago jest bardzo wesołym stworzonkiem, uwielbia ganiać i szaleć z innymi kotami po całym mieszkaniu. W przepełnionym schronisku, mimo szczerych chęci opiekunów, był pozbawiony tego wszystkiego. A ponieważ miał też nikłe szanse, że zwróci na niego uwagę ktoś z odwiedzających, przyjęliśmy go pod opiekę do naszej fundacji Ja Pacze Sercem. Tu został wyleczony do końca z kociego kataru, poza tym jeszcze w schronisku został odrobaczony, zaszczepiony, zaczipowany i przetestowany pod kątem FIV/FELV – wynik ujemny. Nie ma jednego oka, ale drugim widzi doskonale. Teraz jest zupełnie zdrowy i gotowy do tego, by odnaleźć swojego człowieka do kochania oraz nowych towarzyszy zabaw – ponieważ Santi z całą pewnością powinien mieć również zwierzęce towarzystwo. Jest zbyt towarzyski na to, by siedzieć samotnie w domu, gdy jego człowiek będzie na przykład w pracy. A żeby zapewnić mu bezpieczeństwo, szukamy dla niego domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem.
    Złej przeszłości Santiago nie zmienimy. Możemy za to zmienić jego przyszłość – niech będzie z widokiem na Ciebie i Twój dom!

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • stefan.jpg

    Stefan

    Poznajcie Stefana – wspinaczki na 3 łapkach fana! Jeśli coś naprawdę lubisz, to nic nigdy nie powstrzyma cię, żeby to robić. Dowód? Stefan. Stefan to fan wspinaczki wysokodrapakowej. I co z tego, że nie ma jednej łapki? Dla niego zupełnie nic. Tym bardziej, że Stefciu swoje w życiu już przeszedł, bo jak łatwo się domyślić amputacja łapki miała swoje powody. Bezdomność zaliczył już jako dziecko, potem ból i klatka w schronisku. Tyle nieszczęść jak na jednego malucha to aż nadto. Dlatego Stefciu teraz cieszy się z życia jak szalony. Wie dobrze, jakie jest cenne, bo otarł się o śmierć. Siedział bardzo długo w małej klatce. Najpierw po operacji, potem z powodu podejrzenia zaburzeń widzenia. Ze względu na kłopoty ze wzrokiem trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Na szczęście badania wykazały, że Stefan widzi doskonale. Gdy tylko zyskał wolność, zaczął korzystać z niej pełnymi łapkami. Na początku nie miał kondycji i bardzo szybko męczył się nawet krótkimi spacerami po domu. Ale Stefan to młody kociak, ma dopiero 2 lata, więc radość z odzyskanego życia dodała mu energii, która teraz aż go rozpiera. Stefan uwielbia wspinaczkę i zabawy. Do człowieka wręcz się klei. Panicznie boi się potworów takich jak odkurzacz. Za to lubi psy. Z kotami bywa róznie, dlatego lepiej, żeby był kocim jedynakiem. Jest zdrowy, zaszczepiony, testy Fiv/Felv ma ujemne, jest wykastrowany. Stefciu szuka swojego drapaka w domu „niewychodzącym” z zabezpieczonym balkonem i oknami. Pragnie kleić się do własnego człowieka, a brak jednej łapki w ogóle w tym nie przeszkadza. Czy jest ktoś, dla kogo ten brak również nie stanowi przeszkody, aby go pokochać? To by był szczyt marzeń Stefana. Wyższy i fajniejszy od najwyższego i najfajniejszego drapaka. Czy go zdobędzie? To zależy od Ciebie… 500383928 japaczesercem@gmail.com

  • teofila.jpg

    Teofila

  • tiger.jpg

    Tiger

    BRUTALNIE SKRZYWDZONY PRZEZ CZŁOWIEKA, POWOLI ODZYSKUJE WIARĘ W LUDZI

     Jesienią zobaczbyłam go po raz pierwszy. Był z niego piękny , dostojny kocur, dumnie paradujacy po swoim rewirze kwintesencja kociej gracji. Trudno było od niego wzrok oderwać. Na wiosnę pokazał się znowu, tym razem sponiewierany i bardzo wystraszony. Poznałam tylko te ogromne zielone oczy, tym razem jakieś inne...pełne strachu i bólu. Biedak był bardzo chudy, poruszał się na "niskich łapkach", jakby chciał być niewidzialny. Ciągnął za sobą bezwładnie wiszacy ogon. Ewidentnie coś było z nim nie tak. Został odłowiony i tak stał się podopiecznym fundacji "Ja Pacze Sercem", choć widzi doskonale. Badanie ortopedyczne i zdjęcia rtg zwaliły nas z nóg: Tiger został brutalnie skrzywdzony przez czlowieka. Komuś musiało bardzo przeszkadzać, że chodził po swoim terenie, "swoim domu" bo mocno go uderzył lub kopnął:( Cios był tak silny, że aż został wyrwany ostatni kręg krzyżowy. Dwa centymetry wyżej i kot już nie miałby szansy na chodzenie. Ortopeda jest pod ogromnym wrażeniem, że Tiger samodzielnie korzysta z kuwety, poniważ to prawdziwy cud. Jednak trzeba było amputować cały ogon, którego nasz burasek nie czuł, a który stanowił obciążenie i uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Operacja zakończyła się sukcesem. Fizycznie kocurek czuje się świetnie, jednak uraz psychiczny pozostał. Tiger bardzo boi się nieznanych mu osób. Zaufał swoim obecnym opiekunom , pokazał swoje ciepłe i serdecznie oblicze. Ma ogromną potrzebę miłości, lubi być przytulany i głaskany. Tiger to ok.5-7 letni kocurek. Jest zaszczepiony, zaczipowany, wykastrowany, testy fiv/ felv ujemne. To niezwykle spokojny i bezkonfliktowy kot. Ogrom krzywdy, upokorzenia i bólu jakich doznał sprawiły, że przeszedł traumę i tylko spokojne, cierpliwie, mądre ręce mogą sprawić, że pokona strach i znów będzie potrafił zaufać. Poszukujemy dla niego spokojnego, "niewychodzacego" domu z zabezpieczonymi oknami i balkonem .Tiger może żyć jako jedynak lub z innym bardzo spokojnym, niedomonujacym kotem. Czy jest na tym świecie ktoś kto pokocha, kto dokona cudu i poskleja to połamane kocie serce? Ktoś kto sprawi, że w oczach Tigera znowu pojawi się radość i szczęście?! Bardzo na to liczymy!!!