Wizyt
Dzisiaj: 1026Wszyscy: 839343

Do adopcji

  • drago.jpg

    Drago

     

    Drago – ukryty w śmietniku smok

    A właściwie malutki smoczek, bo zaledwie 2-miesięczny, znalazł się nie wiadomo skąd w śmietniku. Sam, bez mamy, bez rodzeństwa. Co go tam przywiodło? Może głodny kociak poczuł zapach resztek jedzenia. A może to czyjaś „pomocna” dłoń, bo nie od dziś wiadomo, że niektórzy traktują śmietnik jako doskonałe miejsce na pozbycie się niechcianych małych zwierząt. Tak czy inaczej to właśnie śmietnik był schronieniem dla tego maleństwa, a śmieciarka byłaby jego grobem, bo trafiłby do niej razem z całą zawartością kontenera. Taki mały, nikomu niepotrzebny śmieć… nie stało się tak jednak i mały burasek trafił do fundacji Ja Pacze Sercem dla kotów niewidomych i niedowidzących. To dlatego, że jego oczy zdążył już zaatakować wirus kociego kataru z powodu długotrwałego osłabienia. Nie wiadomo było, w jakim stanie są gałki oczne, czy będzie widział, a jeśli tak, to w jakim stopniu. W domu tymczasowym Drago przeszedł leczenie i… wyszedł z niego z pięknymi, doskonale widzącymi oczkami. Z wymizerowanego okruszka, stał się ślicznym kociakiem, który wyrośnie na pięknego kocura. Teraz, gdy wydobrzał, nareszcie może być beztroskim kocim dzieciakiem, który całymi dniami się bawi, poznaje świat, cieszy się swoim nowym życiem i mruczy rozkosznie do ucha. Drago jest już całkowicie zdrowy, odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne. Jest w pełni gotowy, by rozwinąć skrzydła w swoim nowym stałym domu i ziać swoim urokiem na wszystkich domowników, paląc ich żywa miłością. Szukamy dla Drago domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Najchętniej z kocim stadem, bo maluch należy do przyjaznych i towarzyskich. 
    Daj się spalić ogniowi miłości do Drago. Zadzwoń!

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • gustaw.jpg

    Gustaw

    Czy jednooczek Gustaw trafi w czyjeś gusta?

    Od samego początku los nie był dla niego łaskawy. To takie ładne sformułowanie, bo prawda jest taka, że los był dla niego okrutny. Wyrzucony na ulicę jako maleństwo tak malutkie, że trzeba go było karmić strzykawką. Ważył zaledwie 260 gramów. Powód wyrzucenia? Prawdopodobnie chore oczy. Po co zawracać sobie głowę „wybrakowanym” kociakiem? Łatwiej się go pozbyć i zapomnieć. Malusieńki Gucio trafił do nas, fundacji Ja Pacze Sercem, gdy prawa gałka była już całkowicie zniszczona przez wirus kociego kataru i nie było czego ratować. Został tylko stan zapalny i ból. Nie pozostawało nic innego jak oczyścić, a następnie zaszyć oczodół. A co na To Gustaw? Życie, nawet bez jednego oczka, bardzo przypadło mu do gustu. Odkąd ma pełny brzuch, czuje się bezpieczny, a przede wszystkim nic go nie boli, jest szalonym kociakiem, który uwielbia ruch, zabawę, mizianie, głaskanie i przytulanie. Radość zajęła miejsce cierpienia. Mały cały czas mruczy, jest chodzącym szczęściem. Uwielbia koty i kocha ludzi. Ma teraz 5 miesięcy, jest już całkiem zdrowy i najwyższy czas, by znalazł kogoś, komu przypadnie do gustu. Szukamy więc dla niego domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Gustaw jest odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne. Jego drugie oczko jest uszkodzone, ale widzące. Jest tak słodki, że trudno go nie rozpieszczać, mimo to nie marudzi przy miseczce i zawsze zjada wszystko, co w niej znajdzie. Z kuwety korzysta wzorowo, jakby nigdy nie był na ulicy. Jak na nasz gust, Gustaw zasługuje na swojego własnego kochającego człowieka i bezpieczny dom na zawsze. A może i Tobie Gustaw przypadł Ci do gustu? Zadzwoń!
    502775137
    jaaczesercem@gmail.com

  • hina-i-hana.jpg

    Hina i Hana

     

    Hina i Hana – kocie dzieci wyrzucone do śmieci

    Normalna sprawa, idzie się wyrzucić śmieci i wiadomo: papier do papieru, plastik do plastiku, szkło do szkła, a zaraz… gdzie jest kontener na kocięta? Bo śmieci należy segregować, porządek musi być. Nie będzie nam tu srajdek jeden z drugim, zakichany i z chorymi oczami po ulicy łaził. A tak, to przyjedzie śmieciarka wrzuci, zgniecie i po problemie. – W ten sposób miał się skończyć krótki i bolesny żywot dwóch malutkich siostrzyczek Hiny i Hany. Ledwie zaczęły dobrze widzieć, a już zachorowały na koci katar, który atakuje takie niedożywione maluchy i niszczy ich gałki oczne, powodując ból i prowadząc do powolnej śmierci. Nie doczekały się znikąd pomocy, zamiast tego ktoś je bezdusznie wywalił do śmietnika. Szczęśliwie zostały znalezione zanim nadjechała śmieciarka, a ponieważ miały chore oczka, trafiły do fundacji Ja Pacze Sercem. W naszym domu tymczasowym przeszły leczenie i oczka udało się uratować, obie widzą doskonale, a po chorobie nie został nawet najmniejszy ślad. Są wesołe i rezolutne. Dni upływają im na zabawach i spaniu. Lubią jedzenie, drapanie po brzuszkach, inne koty, i przytulanki z ludźmi. Nic nie wskazuje na to, że były kiedyś głodne i chore. To rozkoszne puchate maleństwa, które cieszą się z każdej chwili odzyskanego życia. Hina i Hana są zdrowe, odrobaczone, zaszczepione, testy FIV/FeLV mają ujemne, dlatego już czas, żeby wniosły uśmiech do swojego nowego własnego domu stałego. Szukamy więc im domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, bo jak widać nie wszyscy są skorzy do pomagania zagubionym maluchom. Nie chcielibyśmy, żeby przypadkiem wydostały się z domu i trafiły w ręce kogoś, kto znowu potraktowałby je jak śmieci. Mogą ruszać w świat osobno albo razem, ale fajnie by było, żeby miały kocie towarzystwo, bo są przyjazne, pełne energii i lubią się przytulać. 
    Wyrzuć to z siebie! Chcesz przygarnąć Hinę i Hanę? Zadzwoń.

  • karolek.jpg

    Karolek

    Niewidomy kot w domu? Och, Karolku, a czemu nie!

    Och, Karol! Jak to możliwe, że żyjesz?

    Przecież zostałeś porzucony bez matki na działkach, w opłakanym stanie. Przecież już ledwie żyłeś umęczony przez wirus kociego kataru – z malutkim noskiem i oczami zalanymi ropą i łzami. Przecież już wtedy można było policzyć wszystkie kosteczki pod cienką skórą. Przecież my ludzie zostawiliśmy cię tam, żeby litościwy chłód skończył twoje męczarnie. Och, Karol, jak to możliwe, że ty żyjesz?! Karol nie miał prawa tego przeżyć, gdyby nie inne, tym razem dobre dusze, które go znalazły razem z dwójką rodzeństwa, które było w podobnym stanie – trzy malusieńkie kocięta chude jak kijanki i już na pierwszy rzut oka potwornie chore. Ponieważ było widać, że ich oczy są zagrożone, od razu trafiły do fundacji Ja Pacze Sercem. Pierwsza doba była decydująca, bo nie było wiadomo, czy w ogóle przeżyją. Łatwo nie było, ale och, Karolku, na szczęście żyjesz! Na nieszczęście nasza pomoc dotarła zbyt późno, żeby uratować kociakowi oczy. Karol nie widzi i nigdy nie będzie widzieć. Wierzcie nam jednak, że mimo swojej ślepoty, Karol jest szczęśliwy i znajduje radość w najprostszych przyjemnościach - lubi się bawić z innymi kotami. Rozkoszuje się spaniem na kolanach swoich tymczasowych opiekunów. Zjada wszystko, co dostaje do miseczki aż mu się uszka trzęsą. Wygrzewa się w plamach słońca. Niepełnosprawność nic dla niego nie znaczy i cieszy się życiem. Teraz Karolek ma 4 miesiące, jest zdrowy, testy FIV/FELV ma ujemne. Jedno z oczek trzeba jeszcze nawilżać i więcej pielęgnacji nie potrzebuje. Przed nim kolejne trudne zadanie, czyli znalezienie kogoś, kto powie „och, Karol!”, zachwyci się nim, mimo jego ślepoty, pokocha go i da mu miłość, bezpieczny dom i nigdy go nie zawiedzie. Mamy nadzieję, że tak, jak udało mu się uniknąć śmierci, tak samo uda mu się uniknąć samotności. Ponieważ Karolek nie widzi, dlatego poszukujemy dla niego domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem.

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

  • kaszmirek.jpg

    Kaszmirek

     

     

    Nie odwracaj oczu od koszmaru niewidomego Kaszmira

    Chwila zmieniła życie Kaszmira w koszmar
    Wypadek, krótka utrata świadomości i zupełnie sprawny roczny kociak staje się kaleką. Niedotlenienie mózgu pozostawiło u Kaszmira po sobie koszmarne piętno – stracił wzrok, dostał padaczki, nie ogarnia kuwety, a gdy otacza go zbyt dużo bodźców, robi się nerwowy. Jedyne, co nie uległo zmianie, to miłość do człowieka. Kaszmir jest bardzo przyjazny, choć nienachalny, i potrzebuje ludzkiego dotyku i czułości. Czuje się też dobrze w towarzystwie zwierząt, o ile są one spokojne. Ze względu na brak wzroku, Kaszmir jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. Teraz, gdy jego stan zdrowia został ustabilizowany dzięki lekom i odpowiedniej karmie, postanowiliśmy dać mu szansę na znalezienie swojego domu. Szanse te są nikłe, bo kto zaopiekuje się tak koszmarnie skrzywdzonym kotem? Nawet jeśli jest jedna na milion, to Kaszmir na nią zasługuje. I tak, jak jedna chwila zmieniła jego życie w koszmar, tak inna chwila może dać mu spokojny dom i kochającego człowieka.
    Kaszmir ma teraz 1,5 roku i jest niepełnosprawny. Został zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Wymaga karmy weterynaryjnej gastro intestinal. Jest kotem niekuwetkowym. Szuka spokojnego domu stałego. Będziemy również wdzięczni za adopcję wirtualną, bo kot z takimi problemami może nigdy nie znaleźć swojej wymarzonej rodziny, a każda pomoc finansowa będzie dla nas ulgą.

    Nie odwracaj oczu od koszmaru niewidomego Kaszmira. Pomóż mu!

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

     
  • kokoum.jpg

    Kokoum

     

    Czy Kokoum znajdzie zrozumienie wśród bladych twarzy?

    Kokoum to dzikie dziecko, które urodziło się na ulicy i przeszło próbę głodu, strachu i samotności już na początku swojego życia. Nie poczuł ciepła ludzkiej dłoni. Nie wiedział, co to bezpieczeństwo ani pełny brzuch. Jedyne, czego się nauczył było to, że człowieka lepiej unikać, bo może skrzywdzić. Dobrze wiemy, że nie bez powodu… Wiemy jednak, że ludzie potrafią być też dobrzy. I taki ktoś właśnie wypatrzył samotnego maleńkiego kociaka złapał go i, mimo zdrowych oczu, malec trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Kokoum świetnie widzi, a po niedawnym osłabieniu nie ma już śladu. Boi się jeszcze ludzi, ale nie dziwmy mu się - nie było przy nim nikogo, gdy stawiał swoje pierwsze kroki, a późniejsze doświadczenia do najlepszych nie należą, bo było to łapanie na ulicy i nieprzyjemne zabiegi u weterynarza, takie jak choćby zastrzyki. Możemy więc jawić mu się jako niebezpieczeństwo. Na szczęście Kokoum ma 4 miesiące i z tego malutkiego dzikuska wyrośnie jeszcze słodki przytulak. Wszystko przed nim. Byleby tylko ta jego chwilowa dzikość znalazła zrozumienie u białych twarzy. Już i tak robi postępy, bo nie boi się bawić i jeść przy ludziach, a nawet tymczasowi opiekunowie zauważyli, że przychodzi do nich spać w nocy. To znaczy, że potrzebuje ciepła i czułości, tylko jeszcze się boi. Kokoum ma 6 miesięcy,,  jest wykastrowany i może już rozglądać się za kimś, kto przyjmie go do siebie. Nowy dom powinien być „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i bakonem. Maluszek jest odrobaczony i zdrowy, jest w trakcie szczepień.
    Pokaż Kokoum zrozumienie i ulecz jego lęk.

  • kropecjusz.jpg

    Kropecjusz

    Kiedy jeszcze Kropek był mały jak przecinek, zachorował na koci katar. Głód i niedożywienie zrobiły swoje i zanim mały kociak dobrze przejrzał na oczy, to już zaczął tracić wzrok. Został zabrany z ulicy na tyle wcześnie, żeby uratować jedno oko. Na drugie niedowidzi. Z tego powodu jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. I choć Kropek jest niedowidzący, to zupełnie nie zasługuje na to, by być poza nawiasem szczęśliwych kotów, które mają swoich kochających ludzi i bezpieczny dom. Mamy wielką nadzieję, że wszystkie złe chwile – głód, strach, ból, bycie niechcianym – są już dla niego tylko czasem przeszłym. To bardzo przyjazny, aktywny kociak, który uwielbia się bawić, przytulać i leżeć na rękach. Bardzo lubi nie tylko ludzkie, ale i kocie towarzystwo - z każdym potrafi znaleźć wspólny język. Kropek ma teraz 5 miesięcy, jest wykastrowany, zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne, jest zdrowy i pomimo gorszego wzroku w jednym oku – zupełnie sprawny. Jest wrażliwy i czuły – bardzo potrzebuje kogoś, kogo mógłby kochać i do kogo mógłby się przytulać. Źle znosi samotność i nie dziwmy mu się, bo bezdomność to właśnie samotność i opuszczenie, co poznał dobrze i ma prawo się tego bać. Przyjazny i łagodny charakter oraz to, że jest towarzyski czyni go idealnym kandydatem do domu, w którym są już inne zwierzęta. Kropek to taki wielokropek – nie lubi być sam. Bądź znakiem zapytania dla Kropka, zapytaj nas o niego!

    502775137
    japaczesercem@gmail.com

  • lato.jpg

    Lato

    Gdy o tym pomyślimy, to robi nam się zimno i przechodzi nas dreszcz. Lato to kociak, który teraz ma 4 miesiące. Został znaleziony razem ze swoimi siostrami w krzakach. Wszystkie maluchy były wystraszone, chude i chore na koci katar. Lato był w najlepszym stanie, ale gdyby siedział ukryty w krzakach bez jedzenia i schronienia, to odszedłby bezpowrotnie. I byłoby po Lecie. Szczęśliwie dla nas wszystkich Lato jest, żyje i ma się doskonale. Trafił do fundacji Ja Pacze Sercem na tyle szybko, że udało nam się całkowicie wyleczyć jego oczy. Z wylęknionego chorowitka zmienił się wesołego i przytulaśnego kociaka. Jest pewnym siebie, spokojnym i zrównoważonym kocim dzieckiem. Z czasów głodu zostało mu tylko to, że najgłośniej domaga się jedzenia. Poza tym to najprawdziwszy w świecie kot-przytulanka. Jest prawdziwie letni – ciepły, łagodny, zrelaksowany i przyjazny. Lato jest zdrowy, odrobaczony, zaszczepiony i zaczipowany. Testy FIV/FELV ma ujemne. Korzysta z kuwety i nie sprawia kłopotów wychowawczych. Szukamy mu domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Powinien mieć kocie towarzystwo, żeby móc się bawić i dobrze rozwijać.
    Zapomnij o zimie, możesz mieć na zawsze Lato!

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • leonidas.jpg

    Leonidas

     

    Czy walka Leonidasa o dom jest skazana na klęskę?

    Wygląda jak zwykły mały kotek, taki niepozorny, ani rasowy, ani szczególnie oryginalnej urody. Ale żebyście widzieli, jak walczył o swoje życie… Urodził się jako bezdomny kociak, z góry skazany na przegraną. I jego los powoli zaczynał się wypełniać. Osłabienie spowodowane głodem i złymi warunkami życia szybko zachęciło jednego z najgorszych wrogów do ataku – maluch zachorował na koci katar. Wirus zajął oczy i z tego powodu kociak trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Tutaj szybko przyszliśmy mu z odsieczą. Zakraplanie, przemywanie, zastrzyki – bolało, było nieprzyjemne, ale znosił to jak przystało na Spartańczyka – dzielnie (no może czasami się wyrywał i popiskiwał, bo to jednak było miesięczne kocie dzieciątko). Gdy dołączyły kolejne posiłki, czyli karmienie kocim mlekiem i preparatami wzmacniającymi wyniszczone ciałko, szale bitwy wyrównały się. Leonidas nie dał za wygraną, dlatego teraz cieszy się doskonałym zdrowiem i ma piękne zdrowe oczka. Na swoje imię zasłużył już na pierwszym badaniu u weterynarza. Bardzo walecznie syczał, buczał, bronił swojej cielesnej niezawisłości i tak zasłużył sobie na imię po bohaterskim królu Sparty. Przez kolejne kilka dni buczał na nas, warczał przy zabawie i nie pozwalał się zbliżyć, by ostatecznie wyrosnąć na największego pieszczocha. Leonidas jest wulkanem energii, nie spocznie dopóki nie wyrwie wszystkich piór w wędce, ani jakakolwiek zabawka śmie okazywać jeszcze oznaki życia. Szybko zmężniał - wcześnie przestało mu smakować mleko dla kociąt. Bo on już kocięciem nie jest, o nie. On jest WOJOWNIKIEM. Ale oprócz swojej walecznej natury, ma również drugą stronę - pieszczocha i zazdrośnika. Kiedy tylko słyszy mruczenie innego kota, już przy nim jest, zadziera wtedy główkę do góry i też domaga się pieszczot. Kiedy głaszcze się innego kota, o Leonidasie nie można zapomnieć. W pieszczotach też mężnie walczy o swoje. Teraz przed nim najcięższy bój – o swój własny dom. Leonidas marzy o podboju domu ufortyfikowanego, czyli „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Przydałby mu się też wierny kompan do sparingów w postaci równie energicznego kota, jak on. No i przede wszystkim potrzebuje swojego państwa. Państwa, którego będzie strzec i któremu będzie służyć zawsze tuleniem się i mruczeniem.
    Leonidas jest odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Jest czysty, zdyscyplinowany, 
    Nie udawaj Greka, pozwól zawojować się Leonidasowi i daj mu upragniony dom!

  • lubelski.jpg

    Lubelski

    Niewidomy Lubelski lubi życie, choć życie nie lubi jego

    Lubelski lubi ludzi i życie zachłannie i po wariacku. Ale jak ma nie lubić, skoro musiał o nie walczyć? Niestety na samym początku, zaraz po urodzeniu, życie nie polubiło Lubelskiego. Raz, że urodził się czarny, a to nie jest najszczęśliwszy kolor sierści dla kota, bo ludzie wciąż się czarnych kotów obawiają i nie chcą ich w swoich domach ani obejściach. Dwa – urodził się bezdomny, a to był właściwie wyrok. Lubelski z powodu głodu i chłodu szybko złapał wirusa kociego kataru i - bez pomocy - miał przed sobą kilka tygodni egzystencji w coraz większym bólu. Życie nie tylko go nie lubiło, ale wręcz było dla niego okrutne. Pozwoliło mu trwać w bólu spowodowanym chorobą oczu. Życie pozwoliło mu umierać z głodu, bo mały, niedowidzący i coraz słabszy kociak nie miał  zbyt wielu szans na to, żeby coś zjeść. Życie ewidentnie się na niego uparło i prawie wygrało. Ale w tym momencie do gry weszli ludzie. Lubelski został znaleziony przez dobrego człowieka, który skontaktował się natychmiast z nami – fundacją Ja Pacze Sercem. I tak, już pokiereszowany przez życie, niewidomy i zakatarzony, Lubelski został uratowany. I wiecie co? Mimo tego wszystkiego, co mu zafundowało, mimo głodu, choroby i cierpienia, Lubelski lubi życie. Być może właśnie dlatego teraz tak zachłannie z niego korzysta. Jest zawsze pierwszy do zabawy, do głaskania, do rozrabiania, do jedzenia – do wszystkiego. Widzi tylko światło i cień, ale zupełnie mu to nie przeszkadza w lubieniu swojego życia. Niby niepełnosprawny, ale lubienie życia go przepełnia i jest zaraźliwe – jest zawsze wesoły i energiczny. Niczego się nie boi i nie zna ograniczeń. Czasem tylko „pada” tam, gdzie akurat chwyci go nagła drzemka pomiędzy jedną a drugą turą szaleństwa. A ponieważ Lubelski jest już wyleczony, może już rozglądać się za własnym domem. Nie będzie to dla niego łatwe, bo tak jak jego oczka widzą tylko cienie, tak i on ma przez to tylko cień szansy na własnego człowieka. I do tego jeszcze ta czarna sierść... Nie poddajemy się jednak, bo nie po to Lubelski wygrał swoją pierwszą walkę, żeby drugą oddawać walkowerem. Walczymy o dom dla niewidomego czarnego kociaka. Ze względu na to, że lubi przygody, musi to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Bardzo ważne szalony Lubuś co jakiś czas zamienia się w niegrzecznego Lubela, który biję inne koty, a nawet zaczepia psy. Dlatego uważamy, że najlepiej będzie, gdy w domu zostanie jedynakiem. Lubelski ma rok, jest odrobaczony, zaszczepiony i zaczipowany. Testy Fiv/Felv ma ujemne.
    Polub Lubelskiego, daj mu choć cień szansy na dom!

  • mimi[10].jpg

    Mimi

    Mi! Mi! – piszczy Mimi
    Malutka Mimi kochającego domu nigdy nie miała, bo urodziła się na ulicy. Ale to wcale nie znaczy, że takiego domu nie potrzebuje. Każdy z nas przecież pragnie troski, opieki, ciepła, bliskości. Taki bezdomny kociak nie jest wyjątkiem. Mimi została znaleziona na ulicy z opuchniętymi, sklejonymi ropą oczkami. Ponieważ nie wiadomo było, czy będzie widzieć, trafiła do fundacji Ja Pacze Sercem. Choć taka malutka, to przeszła ogromnie dużo bólu, bo chore powieki trzeba było codziennie rozklejać, żeby wkraplać lekarstwo. Potem przeszła operację „wydobycia” oczu. Mamy nadzieję, że wyczerpał się dla niej już cały limit cierpienia. Bo ile można? Zdrowa Mimi jest przeuroczą, pełną życia iskierką. Komu wędkę? Mi! Mi! - piszczy Mimi i rzuca się w wir zabawy. Komu głaskanie? Mi! Mi! – Mimi mruczy już przy pierwszym dotyku. Komu miseczkę? Mi! Mi! – Mimi pochłania wszystko bez marudzenia. Mimi to żywa, wesoła i bystra koteczka. Niczego się nie boi i jest ciekawa świata. Zawsze w ruchu. Tyle zabaw, tyle radości, tyle pieszczot, tyle ciepła ja ominęło. Teraz to wszystko trzeba nadrobić! I Mimi wcale się nie leni. Całą sobą uzupełnia braki z przeszłości.
    Teraz małe oczka już nie bolą i Mimi może rozglądać się za kochającym domem. Jest zdrowa, zaszczepiona, testy FIV/FeLV ma ujemne. Dla jej bezpieczeństwa szukamy jej domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Dobrze będzie czuła się z innymi kotami, bo jest towarzyska i lubi się bawić.
    Komu słodką Mimi? Mi! Mi! – powiedz i podaruj kochający dom kociemu dziecku.

  • miyuki[2].jpg

    Miyuki

    Pomóż Miyuki powiedzieć ostatecznie: sayōnara, zły losie!

    Pomóż Miyuki powiedzieć ostatecznie: sayōnara, zły losie!
    Do widzenia, samotności! Do widzenia, niepewności! Do widzenia, pusty brzuszku! Do widzenia, bolące oczka! Nie chce was już więcej znać! Miyuki przeżyła w swoim krótkim życiu wiele złego i najwyższy czas, by to wszystko pożegnać i nigdy więcej nie spotykać na swojej drodze. Została znaleziona jako maluch, razem ze swoim rudym bratem Yunko, na ulicy, zupełnie wycieńczona, chora na koci katar, z pasożytami i bez szans na przetrwanie. Z powodu chorych oczu, trafiła prosto do domu tymczasowego fundacji Ja Pacze Sercem. Tutaj okazało się, że w tym wymizerowanym ciałku drzemie duch prawdziwego samuraja. Jej stan zdrowia był kiepski i wymagał wielu nieprzyjemnych zabiegów pielęgnacyjnych, którym nie poddawała się bez walki, ale ostatecznie wygrała. Jest dzielna i odważna, ale grzeczna. W kontakcie z człowiekiem od razu zaczyna mruczeć - w ten sposób okazuje swoje przywiązanie i czułość. Stała się okazem zdrowia, ma piękną sierść i błysk radości w oczkach. I po tych oczkach widać przebytą chorobę, ale niech to będzie jej chluba, jak blizny odniesione w walce zakończonej zwycięstwem.
    Miyuki szuka teraz bezpieczeństwa i miłości swoich ludzi w domu, który będzie domem „niewychodzącym” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Jest w wieku ok 4 miesięcy, odrobaczona, zaszczepiona, testy FIV/FELV ma ujemne.
    Daj Miyuki swoją miłość i pozwól jej wymruczeć arigatō za nowy dom!

  • stefan[15].jpg

    Stefan

    Poznajcie Stefana – wspinaczki na 3 łapkach fana! Jeśli coś naprawdę lubisz, to nic nigdy nie powstrzyma cię, żeby to robić. Dowód? Stefan. Stefan to fan wspinaczki wysokodrapakowej. I co z tego, że nie ma jednej łapki? Dla niego zupełnie nic. Tym bardziej, że Stefciu swoje w życiu już przeszedł, bo jak łatwo się domyślić amputacja łapki miała swoje powody. Bezdomność zaliczył już jako dziecko, potem ból i klatka w schronisku. Tyle nieszczęść jak na jednego malucha to aż nadto. Dlatego Stefciu teraz cieszy się z życia jak szalony. Wie dobrze, jakie jest cenne, bo otarł się o śmierć. Siedział bardzo długo w małej klatce. Najpierw po operacji, potem z powodu podejrzenia zaburzeń widzenia. Ze względu na kłopoty ze wzrokiem trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Na szczęście badania wykazały, że Stefan widzi doskonale. Gdy tylko zyskał wolność, zaczął korzystać z niej pełnymi łapkami. Na początku nie miał kondycji i bardzo szybko męczył się nawet krótkimi spacerami po domu. Ale Stefan to młody kociak, ma dopiero 2 lata, więc radość z odzyskanego życia dodała mu energii, która teraz aż go rozpiera. Stefan uwielbia wspinaczkę i zabawy. Do człowieka wręcz się klei. Panicznie boi się potworów takich jak odkurzacz. Za to lubi psy. Z kotami bywa róznie, dlatego lepiej, żeby był kocim jedynakiem. Jest zdrowy, zaszczepiony, testy Fiv/Felv ma ujemne, jest wykastrowany. Stefciu szuka swojego drapaka w domu „niewychodzącym” z zabezpieczonym balkonem i oknami. Pragnie kleić się do własnego człowieka, a brak jednej łapki w ogóle w tym nie przeszkadza. Czy jest ktoś, dla kogo ten brak również nie stanowi przeszkody, aby go pokochać? To by był szczyt marzeń Stefana. Wyższy i fajniejszy od najwyższego i najfajniejszego drapaka. Czy go zdobędzie? To zależy od Ciebie… 500383928 japaczesercem@gmail.com

  • teofila.jpg

    Teofila

  • tiger.jpg

    Tiger

    BRUTALNIE SKRZYWDZONY PRZEZ CZŁOWIEKA, POWOLI ODZYSKUJE WIARĘ W LUDZI

     Jesienią zobaczbyłam go po raz pierwszy. Był z niego piękny , dostojny kocur, dumnie paradujacy po swoim rewirze kwintesencja kociej gracji. Trudno było od niego wzrok oderwać. Na wiosnę pokazał się znowu, tym razem sponiewierany i bardzo wystraszony. Poznałam tylko te ogromne zielone oczy, tym razem jakieś inne...pełne strachu i bólu. Biedak był bardzo chudy, poruszał się na "niskich łapkach", jakby chciał być niewidzialny. Ciągnął za sobą bezwładnie wiszacy ogon. Ewidentnie coś było z nim nie tak. Został odłowiony i tak stał się podopiecznym fundacji "Ja Pacze Sercem", choć widzi doskonale. Badanie ortopedyczne i zdjęcia rtg zwaliły nas z nóg: Tiger został brutalnie skrzywdzony przez czlowieka. Komuś musiało bardzo przeszkadzać, że chodził po swoim terenie, "swoim domu" bo mocno go uderzył lub kopnął:( Cios był tak silny, że aż został wyrwany ostatni kręg krzyżowy. Dwa centymetry wyżej i kot już nie miałby szansy na chodzenie. Ortopeda jest pod ogromnym wrażeniem, że Tiger samodzielnie korzysta z kuwety, poniważ to prawdziwy cud. Jednak trzeba było amputować cały ogon, którego nasz burasek nie czuł, a który stanowił obciążenie i uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Operacja zakończyła się sukcesem. Fizycznie kocurek czuje się świetnie, jednak uraz psychiczny pozostał. Tiger bardzo boi się nieznanych mu osób. Zaufał swoim obecnym opiekunom , pokazał swoje ciepłe i serdecznie oblicze. Ma ogromną potrzebę miłości, lubi być przytulany i głaskany. Tiger to ok.5-7 letni kocurek. Jest zaszczepiony, zaczipowany, wykastrowany, testy fiv/ felv ujemne. To niezwykle spokojny i bezkonfliktowy kot. Ogrom krzywdy, upokorzenia i bólu jakich doznał sprawiły, że przeszedł traumę i tylko spokojne, cierpliwie, mądre ręce mogą sprawić, że pokona strach i znów będzie potrafił zaufać. Poszukujemy dla niego spokojnego, "niewychodzacego" domu z zabezpieczonymi oknami i balkonem .Tiger może żyć jako jedynak lub z innym bardzo spokojnym, niedomonujacym kotem. Czy jest na tym świecie ktoś kto pokocha, kto dokona cudu i poskleja to połamane kocie serce? Ktoś kto sprawi, że w oczach Tigera znowu pojawi się radość i szczęście?! Bardzo na to liczymy!!!

  • wysniona.jpg

    Wyśniona

    Wyśniona nie ma oka, ale kicha na to

    A... psik! Po pierwsze taki ma charakter – nie przejmuje się drobiazgami, takimi jak brak jednego oka. A… psik! Ma przecież drugie, idealnie widzące, ciekawe wszystkiego, co znajdzie się w jego zasięgu. A… psik! Świat jest taki intrygujący! Ludzie robią takie dziwne rzeczy! Inne koty mają takie wspaniale zabawki! A… psik! To wszystko trzeba natychmiast, bardzo dokładnie zobaczyć i skrupulatnie zbadać. A… psik! Poza tym, po tym, co przeszła we wczesnym dzieciństwie, jedno oko w tę czy w tamtą stronę, naprawdę nie ma mniejszego znaczenia. A… psik! Permanentne uczucie głodu – to miało znaczenia. Osłabienie. Bolące oczy. Katar. To było straszne. A brak jednego oka jest zupełnie nieodczuwalny. Nadal można się bawić, zwiedzać, wyglądać przez okno, zaglądać przez ramię, co akurat robi człowiek, spenetrować wszystkie kąty. A… psik! Można mruczeć, przytulać się, a potem wtulać jeszcze bardziej. Po tym, jak się było samotną, niechcianą kupką bólu i cierpienia. A… psik! Kichać na to! No i Wyśniona kicha na ten drobny brak i w przenośni, i dosłownie. Po kocim katarze zostały jej zwężone przewody nosowe, dlatego często kicha i tak już jej zostanie. Nie sprawia jej to żadnego problemu, więc jest i na zawsze pozostanie kichaczkiem.
    Jej imię nie wzięło się znikąd - Wyśniona to ideał, a o tak lgnącym do człowieka kocie można tylko śnić. Jest wyjątkową przylepą i ktoś, kto ją przygarnie, będzie miał wymarzonego kota. Ma 3 miesiące, jest zaszczepiona, a testy FIV/FELV ma ujemne. Śnimy o tym, by znalazła ludzi, którzy ją pokochają i dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem.
    Kichasz na to, czy kot ma jedno, czy dwoje oczu? Kichaj razem z Wyśnioną!

  • yunko.jpg

    Yunko

    Ta, z której pochodzi jest bardzo smutna, a chwilami dramatyczna. Jego przeszłość w zarysie to głód, chłód i strach. Urodził się na ulicy, szybko stracił matkę i rodzeństwo. Z powodu niedożywienia zachorował na koci katar, który natychmiast opanował malutki wyniszczony organizm. Yunko został znaleziony w opłakanym stanie. Trafił najpierw do lecznicy, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Następnie znalazł się w domu tymczasowym fundacji Ja Pacze Sercem. Wolontariuszka naszej fundacji zrobiła wszystko, żeby wypełnić życie Yunko ciepłymi kolorami. Maluch wymagał wielu zabiegów pielęgnacyjnych oraz czasochłonnego leczenia oczu. Prócz tego, jako sierota, potrzebował i nadal potrzebuje ogromnej ilości serca i uwagi. Najchętniej śpi, tuląc się do swojej opiekunki. Jeśli nie może przytulić się do człowieka, wtula się w innego kota, najchętniej w „przyszywaną” siostrę Miyuki. „Chłonie” bliskość jakby uzupełniał braki z wczesnego dzieciństwa. Jest kocim dzieckiem delikatnym, spokojnym i grzecznym. Nadal jest chudziutki, ale odzyskał już energię do zabawy. Powoli poznaje, czym jest spokój i bezpieczeństwo. Yunko ma 4 miesiące, został odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne. Jest kociakiem niedowidzącym, ale zawsze wie, jak trafić w ramiona człowieka po swoją porcję przytulania. Teraz szukamy mu domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, ale przede wszystkim człowieka, który nie będzie mu szczędził czułości i do którego Yunko będzie mógł się tulic do woli. To, jak rysuje się przyszłość Yunko zależy tylko od nas. Strach ma oczy wielkie jak bohaterowie mangi ale nie bój się przygarnąć niedowidzącego kota, bo to ogromna radość i satysfakcja.