Wizyt
Dzisiaj: 266Wszyscy: 334751

Gapcio

Nasze Historie » Gapcio

Tak wyglądał Gapcio, kiedy trafił do nas 24 lutego 2012 roku. Znaleziono go gdzieś na ulicy w Zabrzu, leżał potrącony, zmarznięty, nieprzytomny... Trafił do lecznicy i jakoś tak wieści o nim dotarły do nas, a że akurat prowadziliśmy wtedy dom tymczasowy, to kotek przyjechał do nas. Wyglądał fatalnie, zdjęcia powyżej to pokazują. W lecznicy miał zszywany oczodół, drutowaną szczękę, miał odmrożone opuszki łapek... W wyniku wypadku stracił wzrok. Był kompletnie bezradny, bał się poruszać, musiałam go karmić i poić, bo nie umiał znaleźć miseczki, nie wiedział, jak wejść do kuwety... Początkowo siedział w klatce, żeby czuł się bezpiecznie, powoli uczył się na nowo wszystkiego, i w końcu zaczął sam jeść z miski, a kuweta przestała być problemem. Potem otworzyłam klatkę i powolutku, powolutku Gapulka zaczął z niej wychodzić. Trwało to długo. Ale nauczył się poruszać, a kiedy pierwszy raz wskoczył na fotel, cieszyłam się jak głupia. No i teraz bardzo dobrze sobie daje radę, jest w dobrej komitywie z innymi kotami, co widać na zdjęciu poniżej, gdzie 'urzęduje' z niepełnosprawną Balbisią :D Jest kotem ostrożnym, uważnie bada teren, nie pozwala sobie na szaleństwa :wink: , no chyba że takie z wędką, wtedy jest jak mały kociak. Po rozwodzie Gapcio zamieszkał ze mną i dzielnie się mną opiekuje. :D Przeprowadzkę zniósł bardzo dobrze, w zasadzie bez stresu i tylko raz mnie zaskoczył, gdy wspiął się jakimś cudem na siatkę zabezpieczającą balkon, po czym odpadł z hukiem, zanim zdążyłam podbiec. Nic się na szczęście nie stało.

Gapcio może mieć 10 lat, może sporo więcej... Nie wiadomo dokładnie. Ma bardzo gruby brzuszek (z żołądkiem bez dna), kikutek ogonka (tajemnica z przeszłości), futro jak niedźwiedź i niewiele zębów. Jest bardzo przystojny, co potwierdza każda kobieta, która go poznała. :D Gapcio potrafi chodzić za mną jak piesek po mieszkaniu przez pół dnia, a w nocy zawodzi głosem wysokim i dźwięcznym, krzycząc "I'm hungry, I'm hungry!" 8) W wolnych chwilach, jak widać, ćwiczy yogę. No i ma najcudniejszy, ogromny różowy nosek, którym smarka zalotnie i który czasem daje całować. No i wzięty na ręce, obejmuje łapkami szyję wybranki. 

Mogłabym o nim napisać powieść, ale może już wystarczy. Prawda, że cudny kot?