Wizyt
Dzisiaj: 256Wszyscy: 334741

Lilutkowy DT

Nasze Historie » Lilutkowy DT

 


Czym jest dom tymczasowy? Dom tymczasowy to przystanek kota z biedy, ulicy, schroniska do lepszego życia. Do życia godnego, takiego jakie powinien mieć każdy kot. Do własnego domu, własnego człowieka, którego ręki nie należy się bać...



 
 
Mój dom tymczasowy powstał kilka lat temu po odejściu mojej ukochanej koteczki. Patrząc na cierpienie i umieranie domowego, kochanego kota, który miał pomoc weterynarzy, uświadomiłam sobie jak cierpi chory kot bezdomny, często na mrozie, zimnie, deszczu, kiedy nikt nie ulży jego cierpieniu. Nikt mu nie poda termoforka, nie ogrzeje, nie poda środka przeciwbólowego. I tak zaczęłam dostrzegać koty bezdomne, porzucone, chore koty na ulicy. Moje tymczasowanie zaczęło się od Matyldy, kotki z urwaną łapką, która 7 lat żyła na ulicy rodząc dwa razy w roku niechciane przez nikogo kociaki, które wciąż ginęły w nieznanych okolicznościach. Kiedy pierwszy raz spotkałam tego kota i popatrzyłam w jego oczy, spać już spokojnie nie mogłam. Jeździłam kilka dni pod rząd na drugi koniec miasta karmić kotkę, żeby można było ją złapać. Złapałam, wysterylizowałam, znalazłam jej dom. To była moja pierwsza adoptusia :)
Od tamtej pory do własnych domów wyadoptowałam około 25 kotów. Mój DT nie jest domem tymczasowym na jakąś wielką skalę, nie jest przepełniony ponad miarę, staram się pomagać rozsądnie w miarę moich możliwości finansowych i lokalowych. Nowego kota zwykle biorę po wyadoptowaniu poprzedniego, chyba że na mojej drodze stanie kot bardzo potrzebujący pomocy, kot chory, kaleki, kot na mrozie, itp. Wtedy oczywiście zgarniam kota. Myślę potem...
Zwykle biorę koty z ulicy, a są to najczęściej koty, które kiedyś miały dom. Dlaczego go straciły? Można się tylko domyślać po zachowaniu i stanie kota.
Zadaniem domu tymczasowego jest wyleczenie kota, przywrócenie mu wiary w człowieka (zwykle takie koty są okaleczone psychicznie) i poszukanie mu nowego domu takiego na zawsze. Każdy kot do swojego własnego domu idzie zaszczepiony, odrobaczony, wysterylizowany. Jeżeli jest to kociak, należy przypilnować, aby w odpowiednim wieku został wysterylizowany. Domy są sprawdzane, zawsze podpisywana jest umowa adopcyjna.
Nie zostawiam na stałe kotów będących u mnie na tymczasie. Wyjątek zrobiłam tylko dla Lili, koteczki tak okrutnie skrzywdzonej, że więź jaka zawiązała się między nami w trakcie leczenia nie pozwoliła nam się rozstać. Lili jest szczęśliwa w swoim domu, a ja dzięki niej zrozumiałam, dlaczego dzieci kalekie kocha się bardziej od tych pełnosprawnych.
Wydawanie tymczasów do domów stałych jest niezwykle ważne przy prowadzeniu DT, bo miejsce jest potrzebne dla kolejnej biedy. Co nie znaczy, że nie przeżywam takiego rozstania i mimo już pewnego doświadczenia, zawsze czuję się tak, jakbym oddawała własne dziecko do adopcji. Ale mam świadomość, że tylko tak mogę pomóc kolejnemu kotu.
 
Praca domu tymczasowego nie jest łatwa, ale satysfakcja z uratowania kolejnego kociego życia daje taką siłę, że chce się to robić dalej i dalej. Mam ciągły kontakt z domami, a zdjęcia szczęśliwych kotów przysyłane mi na maila są najpiękniejszą zapłatą za ten trud. I zawsze domom adoptującym ode mnie koty to powtarzam :)
 
Przy prowadzeniu DT bardzo ważni są również rezydenci, oni nie mogą ucierpieć. Zawsze wprowadzając nowego kota do domu izoluję go do czasu zrobienia podstawowej diagnostyki, odrobaczenia, odpchlenia, itp. Właśnie głównie w ochronie moich rezydentów nowym kotom wprowadzanym do domu robię testy FeLV i FIV i uważam, że to jest bardzo ważne.
 
Jeżeli ktoś ma możliwości, to zachęcam do spróbowania bycia domem tymczasowym. To naprawdę wciąga. Praca nie jest łatwa (ale kto powiedział, że życie jest łatwe), a radość z każdego uratowanego kociego istnienia jest naprawdę olbrzymia.

 

Historia Lili

">