Wizyt
Dzisiaj: 224Wszyscy: 317217

Maks

Nasze Historie » Maks

Mam na imię Maks ale wszyscy wołają na mnie Maksio. Nie chcę wracać do tego, co było jeszcze wcześniej, ale dwa lata temu było zimno, tak strasznie zimno, że mi się zrobiło wszystko jedno czy zamarznę, czy zje mnie ten biały pies, co biega po ogrodzie. Koty też były, nawet jeden to mnie od razu nie lubił ale co tam, poszedłem. I wiece co? Stało się tak jak głosiła plotka, przyszedł DużyzBrodą i zabrał mnie do środka, do ciepełka, do mięciutkiego kocyka i pełnej miseczki. Tłustemu Fredkowi to się bardzo nie podobało, więc czatował pod drzwiami mojego apartamentu. Spotykaliśmy się czasami ale jak zacząłem chorować to dał mi spokój. Najpierw to trudno mi było oddychać i miałem kaszel i było mi na przemian zimno i gorąco. I wszyscy mówili o jakimś tęczowym moście, i że nie pozwolą mi tam odejść. Dużo czasu spędzałem w samochodzie i różni obcy ludzie mnie oglądali. Dostawałem mnóstwo kroplówek i zastrzyków, najbardziej jednak bolały mnie oczy. Naprawdę, wierzcie mi, trudno było wytrzymać ten ból. Do tego jeszcze puchły mi powieki. Chowałem się w różne ciemne kąty a Duża to nawet wyjęła obrusy z serwantki i zamieniła na poduszkę i śliczny czerwony sweterek żebym miał swoją norkę. I ciągle wpuszczała mi krople do oczu, co trochę, normalnie nie było się kiedy zdrzemnąć. Mądra pani o bardzo delikatnych rękach, która przyjrzała się moim oczom dokładnie i powiedziała, że mieszkają w nich dwie choroby, jak z jedną walczymy to druga zaczyna się panoszyć a jak z tą drugą, to ta pierwsza dochodzi go głosu. Wszyscy się bardzo martwili a ja nie lubiłem kropelek, nie lubię do dzisiaj i czasem to nawet udaje mi się uciec przed nimi. Tabletek nie lubię jeszcze bardziej chociaż Duża mi tłumaczy, że to dla mojego zdrowia. Fakt, nie czuje się najlepiej ale tabletek nie będę łykał i już. Po tych wszystkich zastrzykach i kroplówkach czułem się jednak coraz lepiej w przeciwieństwie do grubego Fredka, który pewnego dnia przeprowadził się za tęczowy most. Nie wiem gdzie to jest, ale Duża mówiła, że tam jest kotom dobrze. Tylko z moimi oczami ciągle było coś nie tak. Czas płynął, zrobiło się ciepło, przyszła wiosna. Przyleciały ptaki i śpiewały chyba na wszystkich drzewach ale dni wciąż były ciemne i ponure, w domu też jakoś przestali zapalać światło. Koty zrobiły się prawie niewidzialne, jak duchy, nigdy nie wiem, który jest w pobliżu. Czasem się ich boję ale Duża krzyczy na nie żeby mnie zostawiły w spokoju. Ja też staram się nie wchodzić im w drogę, choć przyznam się, że nie zawsze mi się udaje. Tymczasem opracowałem nowe sposoby widzenia tego, czego nie mogę zobaczyć w tych ciemnościach. Mam przecież łapki, którymi mogę sprawdzić drogę, mam wąsiki i całkiem dobrze słyszę. A jak sobie nie radzę to zawołam i Duża przybiega z pomocą. Jest dobrze. Poza tym Maciejka odstąpiła mi miejscówkę na łóżku DużegozBrodą a sama zajęła jego fotel. Duży wziął sobie krzesło i po sprawie, na krześle nie śpimy bo jest niewygodne. Byłoby jeszcze lepiej gdyby było widno. Jak myślicie, zapalą w końcu to światło?
Pozdrawiam wszystkich
Maksio