Wizyt
Dzisiaj: 85Wszyscy: 1197133

Marik

Do adopcji » Marik

Dostaniesz bzika na punkcie Marika.

Gdy się pomyśli, ile ten młody kociak przeszedł – zarówno dosłownie, jak i w przenośni, to aż dziw bierze, że jest taki wesoły i zabawny. Marik przybył do nas z odległej cześci Ukrainy. Sprowadzanie kotów zza granicy nie jest naszym kaprysem, lecz koniecznością. Chore zwierzęta nie mają tam większych szans na wyzdrowienie z powodu braku pieniędzy. Dlatego też ludzie dobrej woli na miejscu nawiązali kontakt z nami w Polsce i porosili o pomoc dla swojego podopiecznego z chorym okiem. Marik spędził więc w podróży parę długich dni i nocy, po których trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Tutaj wyszedł z klatki nieco zmęczony i zagubiony, ale całkowicie przyjazny i ufny młodzieniec. Z dogadaniem się nie było problemów, bo Marik wspaniale posługuje się międzynarodowym językiem miziowym. Powiedział nam w nim, że gdy zachorował, nie było komu go leczyć, dlatego właśnie trafił do nas z zagrożeniem utraty oka. Znał wcześniej ludzi, ale nie wiedział, że można się do nich przytulić albo spać z nimi w nocy. Tego nauczył się dopiero w naszej fundacji. W pierwszych dniach sypiał na podłodze. Wiódł więc życie surowe i był zdany na siebie. Na szczęście został w porę znaleziony i wysłany do nas. W Polsce, dzięki wsparciu przyjaciół ślepaczków, udało się wyleczyć oko, choć pozostało delkatnie mętne i trzeba je nawilżać kroplami z kwasem hialuronowym. Na szczęście u nas okazało się też, że Marik jest nosicielem FIV. Ten wirus nie przenosi się na ludzi ani inne zwierzęta, atakuje tylko koty i powoduje spadek odporności. Koty zaś zarażają się nim tylko podczas walki do krwi, albo kopulacji. Marik po pierwsze jest łagody i przyjazny, a więc walka nie wchodzi w grę, po drugie jest wysterylizowany, druga droga zarażania w związku z tym też odpada. W naszym domu tymczasowym mieszka z kotami niezarażonymi i wszyscy mają się dobrze. Jednak w krajach o mniejszej świadomości, do niedawna także w Polsce, koty z FIV były najczęściej automatycznie pozbawiane życia. FIV to nie wyrok – ani dla kota, ani dla stada, ani dla opiekuna. O takiego kota trzeba dbać, ale czy o zdrowego nie trzeba? Marik w każdym razie nie wie o swoim FIVie, jest pełnym energii, ciekawskim i coraz bardziej rozmruczanym kociakiem. Lubi sobie podjeść, co nie dziwi, biorąc pod uwagę to, że całe życie był głodny, i zrobił się już z niego mały pulpecik. Gdy szaleje, to na całego, a gdy się zmęczy to pada bezwładnie tam, gdzie go zmęczenie chwyci. Kiedy nie bawi się z innymi kotami, uprawia zapasy z dywanikiem. Zabawnie jest obserwować go biegającego po domu, bo nigdy nie wyrabia się na zakrętach. Błogo jest czuć, że się przytula i mruczy, wiedząc, że nigdy dotąd nie zaznał czułości. Serce rośnie, widząc, jak coraz bardzie ufa człowiekowi i ogląda się na nas w nowym miejscu, w poszukiwaniu poczucia bezpieczeństwa. Ciężko nam tylko chwilami, bo zastanawiamy się, czy Marik znajdzie swojego człowieka nie na tymczas, ale na zawsze. To stało się szybko – dostalismy bzika na punkcie Marika i teraz pragniemy dla niego równie zbzikowanej osoby, co my. Marik ma 1 rok, jest odrobaczony, zaszczepiony, wysterylizowany, test FIP ujemny, FIV dodatni. Lubi inne koty, coraz bardziej wierzy w człowieka. Szukamy dla Marika domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Jednak z kocią wolierą albo możliwością wyjścia na spacer na szelkach, które zna i ogarnia. Marik jest młodym i inteligentnym kotem, którego energia oraz ciekawość świata aż „roznosi” w domu, dlatego potrzebuje spacerów. Weź Marika pod swój dach i nie bój się dostać na jego punkcie bzika!!!

Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928