Wizyt
Dzisiaj: 287Wszyscy: 540796

Pożegnanie Bernarda [*]

O nas/Kontakt » Aktualności » Pożegnanie Bernarda [*]

Kochani Paczacze, odszedł od nas nagle cudowny Bernard 🖤 
Zmiany neurologiczne wygrały z tym nieugiętym i przewspaniałym kocim bohaterem 😞
Rozpacz, ból, zaskoczenie...
To dlatego informujemy Was z opóźnieniem. Trzeba było znowu zacząć oddychać, nasza Ola potrzebowała chwili by o tym napisać.
Berni, żegnamy Cię wspomnieniem Oli, Twojej ukochanej opiekunki tymczasowej:
"Bernard, Berni, Bernardini... nadal jestem w szoku, że go z nami już nie ma, że nie ma wcale. Miałam płakać za nim jak pójdzie do adopcji, już grubiutki, tak to sobie wyobrażałam. Los czy cokolwiek zadecydował inaczej. Berni z początku był na "nie", wiecznie wkurzony, nie dogadywał się z Lorim, zastanawiałam się co to będzie?! Ale szybko było ok...Berniego z Lorim połączyły wspólne posiłki oraz zamiłowanie do tych samych przysmaków, oraz do tych samych kolan - moich lub Maćka, nie było wyboru, musieli życ w zgodzie. Kiedyś Berni spojrzał mi swoim, jedynym, widzącym okiem, głęboko w oczy i opowiedział jak to kiedyś on rządził na dzielni. Był wielki, wystarczyło jedno miauknięcie i wszystkie koty wiedziały kto tu rządzi. Berni był tak waleczny, że przeżył wypadek samochodowy, co więcej, o własnych siłach doczłapał się do dobrego człowieka, dzięki któremu Berni był u nas. Wypadek sprawił, że Berni nie widział na prawe oko, stracił większość czucia po prawej stronie ciała oraz nie umiał skręcać w prawo, więc często skręcał kilkakrotnie w lewo. Mówiliśmy o nim kot huragan, nie tylko dlatego, że czasem poruszał się tworząc koła, ale dlatego, że wszystko wokół niego musiało zostać zrzucone. Przygotowanie przy nim jedzenia to był dramat. To był kot, który nie akceptował słowa "nie". Nie, Berni, nie możesz być na blacie - na co Berni robił swoje charakterystyczne miauknięcie "mogę" i wskakiwał na blat . Teraz oddałabym wszystko, żeby Berni dalej przeszkadzał, dalej zrzucał, dalej wsadzał łapy w sosy... 
Gdy przyjechał do nas Tymianek, jeszcze nie zdążył wyjść z transportera, a Berni już go przywitał strzałem łapy w głowę "ja jestem Bernard, a Ty się pilnuj" i poszedł. Później pozwalał Tymiankowi na bawienie się jego ogonem, łapami...taki postrach... Berni kochał kolana, kochał je ugniatać z niesamowicie poważną miną. Największą miłością Bernarda jednak było jedzenie. Pierwszy przybiegał do misek oraz ostatni od nich odchodził. Dźwięk otwieranej lodówki budził go natychmiast i, o dziwo, do lodówki zawsze potrafił dojść bez zataczania kół... 
Największym cudem w Bernim było jednak to, że wypadek sprawił, że nie funkcjonowała jego lewa strona mózgu. Neurolog, doktor Olkowski był w szoku, że pomimo to Berni się tak dobrze trzyma. Oczywiście, przecież to było bardzo waleczne kocisko! Było... Berni przepraszam, chcieliśmy byś miał dom, swój, gdzie był byś w centrum uwagi - tak jak byłeś w centrum uwagi u weterynarza, dlatego uwielbiałeś się rozkładać na stole do badań, ku zdziwieniu wszystkich. Gdy wszystkie koty marzą by stamtąd uciec, Ty się prężyłeś na stole, mruczałeś, wszystkie panie u weterynarza się Tobą zachwycały - spryciarz z Ciebie był. Jest u nas w domu 7 kotów teraz, ale wiesz Berni, bez Ciebie jest bardzo pusto, brakuje Twojego charakterystycznego, ochrypniętego miauczenia, nikt nic nie zrzuca ze stolika. Kochaliśmy Cię bardzo i mam nadzieję, że o tym wiedziałeś."

Na zawsze w naszych sercach, Berni........ 🖤