Wizyt
Dzisiaj: 83Wszyscy: 317456

Rolfik

Nasze Historie » Rolfik

...kot z lasu , czyli Rolfik
Trzęsąca się, niewidoma kupka nieszczęścia , zagrzebana w ziemi i ostatkiem sił przeraźliwie płacząca w pustym lesie... Pustym? Na szczęście dla niego jednak nie... Szum silnika , ktoś się zatrzymał, ktoś wysiadł i poszedł za tym przeraźliwym wołaniem o pomoc, zupełnie przypadkiem ... Przypadek, a może raczej łut szczęścia, może przeznaczenie, że gdzieś tam w okolicy Rawicza ktoś zatrzymał się chwilę w lesie, zabrał przerażone futerko i zawiózł do schroniska do Wrocławia... Ile niezaplanowanych i dziwnych zdarzeń musiało się spleść, aby to jedno małe stworzenie dostało szansę na życie , a wystarczyło,aby ktoś akurat tu się nie zatrzymał, nie poszedł za głosem, zostawił, bo ma swoje sprawy i dalszą podróż przed sobą... 
Miejsce postoju tak, to łut szczęścia lub przeznaczenie, ale jeszcze potrzebny człowiek z sercem, który się pochyli nad małym ślepym brudaskiem. Człowiek.
Zatem jak nazwać tego, który ślepego, przerażonego kota wyrzuca czy zakopuje gdzieś w lesie? Kota, który musiał mieć dom, bo był wykastrowany, grubiutki.
Powiedziano,że ma ok. 8 lat - tak staro i źle wyglądał mimo krągłego ciałka. Wsadzono do króliczej klatki na gazety i tak sobie był ... I znów łut szczęścia, bo gdzieś tam na zapleczu dojrzała go wolontariuszka i widząc to roztrzęsione nieszczęście, bez namysłu zabrała ze sobą. 
Za kratkami był 3 dni -znów... Los ? Przeznaczenie? A może mały koci anioł czuwał nad tą duszyczką?
A po miesiącu już miał własny dom.  
Kiedy zawitał do mnie, moje trzy kocury oczywiście podniosły bunt - konkurencja w domu, ale rozbroił je kompletnie tym,że na ich prychnięcia, wygięcia i to wszystko, co koty stosują, aby postraszyć przeciwnika - on po prostu podszedł do każdego, obwąchał, przytulił się... :) 
Efekt- najstarszy mój kocur , herszt bandy po prostu .... zbaraniał 
I tak Rolfik wszedł do rodzinki! :) 
Kotek ze straszną traumą (przez wiele lat wpadał w panikę , jeśli usłyszał,że ktoś idzie w butach), z objawami neurologicznymi (kłopot z tylnymi nóżkami, oczopląs) i w zasadzie niewidomy (oczka poprawiły się z czasem - brak stresu, opieka, leki), z pewnością był domowym kotkiem ( wykastrowany stara metodą), po pól roku odważył się wyjść w obecności obcego człowieka,do dziś boi się ludzi, przeważnie zmyka jeśli ktoś przychodzi i tylko nieliczne osoby mogą go zobaczyć, a pogłaskać tylko domownicy.   
Jaki jest? Rolfik widzi światło/cień, tym tłumaczyłam radzenie sobie "w terenie", ale tak naprawdę, nawet kotki które nic nie widzą, nie maja problemów z normalnym życiem na swoim obszarze, muszą go tylko poznać. 
W zasadzie czemu ja się dziwię - wszak wiadomo,że koty są po prostu doskonałe! Wszytsko jest kwestią czasu i łagodności z naszej strony,koty mają tak niesamowicie wrażliwa psychikę, potrzebują czasu, aby móc zapomnieć to, co złe, Rolfik przez pierwsze tygodnie płakał przez sen,trząsł się ze strachu, musiałam go budzić i tulić, zapewne straszne przeżycia pojawiały się jeszcze we śnie... Teraz to łobuziak jakich mało, z fenomenalna łatwością wygrzebuje ciastka kocie z szafki ,jest największym łobuzem, który zaczepia koty i wymyśla najdziksze zabawy - oczywiście ślepaczek, a chłopakom w to graj, bo jak coś zmalują, wysyłają jego na negocjacje do mnie, Rolfik zrobi minkę niewiniątka a na takiego biedaczka przecież nie mogę się gniewać, no nie?  
Nauczył się nawet łapać muchy :)
Wszyscy pozwalaliśmy mu na wszystko i zaskutkowało to kompletnym brakiem posłuszeństwa, a żeby się nie gniewać jak coś zbroi, zaczyna się turlać, i masz babo placek! - z takim kotem trudno być poważnym. 
Najważniejsze, że wie,iż nie wróci już do niego jakikolwiek strach.