Wizyt
Dzisiaj: 310Wszyscy: 334795

Stokrotka

Nasze Historie » Stokrotka

Stokrotka urodziła się jako koci wcześniak, niewiele przypominając kociątko - łysa, czerwona i pomarszczona skórka na malusieńkim ciałku. Ważyła zaledwie 51 g i była niewiele większa od mojego kciuka … Nikt nie dawał jej szans na przeżycie, radzono uśpienie, zwłaszcza że kocia mama nie odnalazła się w roli matki. Nie chciała wcale zajmować się kociakami, ani karmić, ani myć ani przytulać … Kiedy maluszki płakały – gryzła je (zdarzało się, że do krwi). Musiałam je cały czas pilnować, w nocy drzemałam z głową w kociej budce. Jak już udało się mamuśkę zmusić do karmienia (przeważnie trzeba było ją przytrzymywać na siłę), to maleńka Stokrocia miała niewielkie szanse dopchania się do „bufetu”. A jak się już cudem udało – była odrywana przez największego kocurka, który urządzał sobie „przemarsze” wzdłuż kotki tylko po to, żeby reszta maluchów poodpadała … Pomimo dokarmiania strzykawką, malutka prawie nie przybierała na wadze … 
W trzeciej dobie życia (oczywiście w środku nocy i w weekend) na główce Stokrotki, w miejscu oczka, zaczęło wyrastać coś koszmarnego … Po dwóch godzinach guz był już wielkości połowy główki, która wyglądała tak, jakby miała zaraz eksplodować … :cry: Zdesperowana, samodzielnie zdecydowałam, żeby zrobić zastrzyk z antybiotyku … Do dzisiaj nie wiem, jak mi się udało nie przebić małej na wylot … Pomimo zapewne koszmarnego bólu, Stokrotka nadal chciała jeść, jej wola życia była ogromna. Po zaocznej ( :wink: ) konsultacji z wetem okulistą okazało się, że jest to tzw. ropień okołoniemowlęcy, dostałyśmy duuuużo różnych kropli do oczka. Niestety, ropień pękł po kilku dniach, spod powieki (oczka były jeszcze zamknięte) zaczęła lać się ropa …Profesor nakazał natychmiastowe otworzenie tego oczka i wyczyszczenie wszystkiego, bo inaczej ropa przeżre kość i dostanie się do mózgu … Moja (z tego powodu już „była” wetka), pomimo obietnicy wizyty domowej, olała nas …czekałam na nią prawie do północy… I niestety musiałam Stokrotce to oczko sama, na siłę rozerwać … Maleństwo straszliwie płakało :cry: , ja chyba jeszcze bardziej…ale po 3 godzinach udało się … Drugie oczko koteczka otworzyła dopiero po 3 tygodniach, cały czas ją dokarmiłam, a apetyt miała niesamowity .. i tak ślicznie „bekała” po jedzeniu, a potem zasypiała mi w dłoni zawinięta w chusteczkę do nosa … 

Pomimo, że z jednym oczkiem i mniejsza o ponad połowę od rodzeństwa, Stokrocia radziła sobie doskonale – jako pierwsza odkryła, że kuwetka świetnie nadaje się do spania i innych zabaw typu „panierujemy” kotka w żwirku … :roll: uwielbiała też wisieć na drapaczku ...
Kolejne nieszczęście wydarzyło się, kiedy kocięta miały 8 tygodni … Z lecznicy przyniosłam na butach wirusa pp …Stokorocia zachorowała jako pierwsza … I znowu stał się cud … przeżyła cała piątka maluchów …
Operację usunięcia pozostałości po oczku i zaszycia oczodołu Stokrocia przeszła w wieku 3 miesięcy, i zniosła ją lepiej, niż kastrowany razem z nią dorosły, silny kocur … On jeszcze był nieprzytomny, a mała już po 4 godzinach od operacji zażądała michy z jedzeniem … Doskonale radziła sobie w kołnierzu, chrupki zagarniała jak koparka… Rozpracowanie techniki zdejmowania abażuru zajęło jej 4 doby, musiałam zamontować szelki z bandaża …
Stokroteczka w październiku skończyła 3 lata, jest drobną koteczką na krótkich nóżkach, która uwielbia w nocy głaskać mnie łapeczką po twarzy … oraz robić peeling nosa ... Skacze po parapetach, drapaku, biega i szaleje jak inne pełnosprawne koty … a może nawet bardziej …