Wizyt
Dzisiaj: 603Wszyscy: 294622

Teofil i Dzidzia

Nasze Historie » Teofil i Dzidzia

 
Rozdział I: Rudo biały Teofil
 

Prowadzę dom tymczasowy dla zwierząt. W moim domu miejsce znajduje wiele kotów potrzebujących, które czekają na domy. Któregoś dnia zobaczyłam na profilu "Ja pacze sercem" prośbę o pomoc dla kota o imieniu Teo, który mieszkał w schroniskowej klatce. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia - jego zawadiacki wyraz pyszczka nie dawał mi spać po nocach. Postanowiłam w porozumieniu z mężem, że Teo zamieszka u nas tymczasowo. Jak się jednak okazało schronisko, w którym mieszkał kot nie współpracuje w ramach domu tymczasowego. Cóż, decyzja była już podjęta, a to tylko ułatwiło nam podjęcie decyzji, że Teo zostanie naszym dzieciaczkiem. Słowo dzieciaczek straciło na znaczeniu kiedy zobaczyliśmy go na żywo. Na zdjęciach wydawał się być drobny i delikatny, a tu czekał na nas chłop jak dąb. I tak z Teo stał się  Teofilem. Początki były trudne, bo nasz nowy domownik panicznie bał się psa, ale powoli zaczął rozwijać skrzydła. A raczej łapy. I łapoczyny :) I w ten sposób pies dowiedział się, że koty są jednak górą :)

W tej chwili nie wyobrażam sobie mojego życia bez Niego. Jest ABSOLUTNIE wyjątkowy. Za co go kocham? Trudne pytanie, ale odpowiedź jest prosta - za to, że jest! Okazał się być jeszcze większym rozbójnikiem niż wskazywał jego wygląd. Uwielbia się bawić i tylko podczas zabawy widać, że jest kotem niewidomym. Kiedy piłeczka mu ucieknie czasem szuka jej nie tam gdzie trzeba, ale poza tym jest w 100% normalnym kotem. Często go tulę i całuję, choć po chwili tulanki zmieniają się w gryzienie. Oczywiście synek gryzie mnie- nie ja jego. Uwielbia tą formę zabawy- podgryzanie wszystkiego naokoło ze mną włącznie. Kocham go nad życie, wniósł do mojego domu więcej radości niż mogłam to sobie wyobrazić. Po kilku tygodniach od adopcji Teofila zdecydowaliśmy się na drugiego rezydenta i tak dołączyła do nas jednooka Dzidzia.
 


Rozdział II: Czarno biała Dzidzia


Pierwszym ślepaczkiem w naszym domu był Teofil, dla którego postanowiliśmy poszukać towarzystwa. Pojechaliśmy więc do schroniska, w którym uprzednio mieszkał. Tam spotkaliśmy wolontariuszkę - wspaniałą osobę, której dom jest ostoją dla niepełnosprawnych kotów. W jej domu tymczasowym mieszkała Dzidzia - kotka bez oka, która kilka miesięcy szukała bezskutecznie domu. Pojechaliśmy, poznaliśmy ją i zamieszkała u nas. Początki były fatalne (i nie mówię tu o dniach, a o tygodniach i miesiącach). Teofil z Dzidzią nie potrafiły się dogadać. Teraz jest już ok, ale wojna między nimi była straszna.

Dzidzia jest przepiękna i nie rozumiem, dlaczego miała problem ze znalezieniem domu. Może los tak chciał i czekała na nas? Brak jednego oka w niczym zupełnie jej nie przeszkadza - wręcz przeciwnie, jak typowa kobieta rządzi całym domem. Dzidzia nie lubi być brana na ręce, ale przybiega na każde zakicianie. Lubi być głaskana, ale to ona wybiera dogodny moment :)

Teraz wiem, że "ślepaczki" są wyjątkowe. Nie wiem dlaczego, nie da się tego opisać, ale dla mnie te koty są - każdy na swój sposób - idealne.

Iwona.